Sesja przy centrum nauki kopernik

Sesja Narzeczeńska w Warszawie Industrialny minimalizm

Miejska sesja narzeczeńska

Industrialny minimalizm

Fotografując każdy kolejny reportaż czy sesję plenerową, staramy się pokazywać piękno w ludziach, ich emocje, ich więź, autentyczność i drobne gesty, splecione dłonie czy głębokie spojrzenia.

I chociaż sedno każdej sesji tkwi przede wszystkim w Was, to miejsce jakie wybierzecie na zdjęcia, nadaje rytm tej opowieści, barwę i tę szczególną atmosferę, która będzie dla Was tłem.

Kuba i Kasia postawili na miejski, lekko industrialny klimat, ale w nieco intymnej przestrzeni, z dala od zgiełku ulicy i gapiów. Na sesję przyjechali na skuterze i przywieźli swego rodzaju wakacyjny luz. Oboje uśmiechnięci, energiczni i zakochani. Wyglądali super  lekko i naturalnie. Trampki, zwiewna sukienka, spodenki, okulary słoneczne - idealny, niewymuszony look.

Na miejsce ich sesji narzeczeńskiej w Warszawie wybraliśmy Centrum Nauki Kopernik, bo sceneria ta daje wiele możliwości do pięknych minimalistycznych kadrów, które pozwalają w pełni skupić się na parze. A z drugiej strony miejsce to osłania od tętniącego miasta i tłocznej ulicy. Jest nowocześnie ale i intymnie. Jedna z naszych ulubionych lokacji do zdjęć w stolicy.

Stawiając na miejski czy industrialny klimat, ważne jest, by fotografowane osoby czuły się swobodnie i mogli się skupić tylko na sobie. Takie miejsca sprawdzają się idealnie.

Beton, geometryczne krawędzie ścian, stanowiły świetny kontrast do bliższych, czułych ujęć i ciepłego wieczornego światła, które nam dopisało.

Cudownie jest w tym wszystkim móc zatrzymać obrazy tak prawdziwe, przytulone i radosne.

A jeszcze piękniej jest zobaczyć te zdjęcia w dniu waszego ślubu jako tło na parkiecie w postaci prezentacji, albo kiedy stanowią część waszej ślubnej dekoracji, albo w formie podziękowania dla gości jako tradycyjne pamiątkowe zdjęcie w ramce, lub też albumów dla rodziców...

Między innymi dlatego kochamy sesje narzeczeńskie - Kasia i Kuba świetnie wykorzystali zdjęcia z sesji narzeczeńskiej własnie na swoim ślubie. Ale o tym innym razem ;)

Wracając do sesji - Zobaczcie jak pięknie im razem !

 


Panna Mloda w nietypowej sukience

Ceremonia ślubna i nastrojowa sesja w Paryżu

Megan i Lancelot. Intymny ślub w Paryżu

Pięknie się dzieje, kiedy możemy fotografować reportaże ślubne tak bardzo różnorodne. Raz huczne, duże wesele z tradycjami, raz ceremonia plenerowa w urokliwym, klimatycznym miejscu, albo zupełnie intymna uroczystość zaślubin w gronie tylko kilku czy kilkunastu najbliższych osób. To Wy decydujecie, jak chcecie przeżyć ten szczególny moment - Wasz ślub. Im bliższe sercu rozwiązania uda Wam się wcielić w życie, tym więcej uśmiechu i radości będziecie potem oglądać na zdjęciach.

O bardzo kameralnym i nietypowym, a do tego międzynarodowym  ślubie chcielibyśmy dziś opowiedzieć. Ona amerykanka, On Francuz postanowili pobrać się w Paryżu. Megan i Lancelot zdecydowali się na bardzo skromną, intymną ceremonię w pałacu ślubów. Nie mieli hucznego wesela, w zasadzie w ogóle go nie mieli ;) A podczas ślubu nie było nawet momentu wymiany obrączek, bo jak się okazało, nie mieli czasu na ich zakup tuż przed. I nikt nie był tym faktem szczególnie zmartwiony, a przez te kilka minut w urzędzie, radość promieniała na ich twarzach ! Celebrowali swoją miłość bardzo spontanicznie i autentycznie, bez całej masy detali, drobiazgów i stresujących przygotowań.

Dlaczego o tym wspominamy? Bo czasami cała przedślubna gorączka przygotowań do wielkiego dnia generuje mnóstwo stresu i sprawia jedynie, że w efekcie para młoda niewiele pamięta z tego pięknego przecież dnia.

Krótki plener ślubny. Zielony Paryż

Ale powróćmy na chwilę do historii Megan i Lancelota. Zaczęło się od krótkiej sesji zdjęciowej w pobliskim parku. Pogoda była kapryśna, a pochmurne niebo nie szczędziło deszczu. Megan skutecznie rozpromieniała scenerię uśmiechem. Nie ma w tej sesji typowego miejskiego Paryża jak podczas sesji Oli i Przemka. Nie było wieży Eiffla, zresztą nie byłoby nawet czasu by do niej dotrzeć, bo na sesję mieliśmy przeznaczoną niespełna godzinę czasu. Ten park mógłby się zdarzyć wszędzie. Skupiliśmy się tylko na naszej parze. Piękni, autentyczni, z dużym poczuciem humoru i ogromnym dystansem do siebie (o czym przekonacie się jak dotrwacie do końca wpisu).

Musimy też wspomnieć o obłędnie pięknej sukni Megan. Jej poszarpane brzegi i faktura pochlapanego farbą jedwabiu przyciągała niejedną parę oczu! I do tego oryginalna, jak na ślub, niejednolita szarość. On jako typowy francuz postawił na nonszalancką klasykę.

Od razu po sesji, lekko zmoczeni, ruszyliśmy do pałacu ślubów, gdzie tym samym pięknym uśmiechem na twarzy powitali czekających już gości. I wreszcie ta najważniejsza minuta, kiedy złożyli sobie przysięgi i podpisy małżeńskie.

Chciałoby się powiedzieć: tak krótko, a jak treściwie. Jeden z naszych najkrótszych ślubów, a budzi w nas tak ciepłe uczucia, że nie mogliśmy Wam tej realizacji nie pokazać !

 


Para Mloda z starym mercedesem

Klasyka i elegancja. Reportaż ślubny Darii i Patryka

Szyk i elegancja. Klasyczny reportaż ślubny

 

Czasami bywa tak, że nie mamy możliwości zobaczyć się z parą młodą przed ślubem i wszystkie ustalenia załatwiamy drogą mailową. Wtedy zarówno Oni, jak i to, co wydarzy się podczas dnia ślubu, może się wydawać niemałą zagadką.

Ślub Darii i Patryka był wyjątkowo miłą niespodzianką. Ona piękna i uśmiechnięta od pierwszych chwil. On przystojny i bardzo serdeczny. Podczas przygotowań panowała radosna i luźna atmosfera, bez stresu czy niepotrzebnej bieganiny. Najbliższa rodzina i przyjaciele towarzyszyli młodej parze i rozsiewali pozytywną aurę. Wnętrze hotelu, detale ślubne, dekoracje kwiatowe, suknia i garnitur, wszystko do siebie pasowało i współgrało barwą i stylem.

Od razu poczuliśmy, że będzie to niesamowite wydarzenie. Nie przeszkadzał nawet przelotny deszcz tuż przed ceremonią w kościele. W powietrzu unosiła się radość i wzruszenie zgromadzonych gości. I oczy Darii wypełnione łzą szczęścia kiedy wypowiadali sobie sakramentalne "tak".

Ta i wiele innych pięknych chwil sprawiły, że historia ta jest bardzo emocjonalna.

Lubimy fotografować moment życzeń, bo to również świetna okazja do wielu ciekawych, reporterskich ujęć.

Nie mogło zabraknąć też mini sesji plenerowej świeżo upieczonych małżonków. Pamiętajcie by zorganizować w dniu ślubu chwilę czasu na krótką sesję. To nie tylko szansa, by w waszym albumie znalazły się bardziej pozowane zdjęcia, to też moment, by spędzić kilka chwil w swoich objęciach i złapać radość wypisaną na waszych twarzach.

Zabawa weselna zaskoczyła nas równie pozytywnie. Tradycyjne momenty przeplatały się z żywiołowym tańcem na parkiecie. Serce skradł nam tort, jeden z piękniejszych jakie widzieliśmy. A gdy zgasły światła, zaczął się romantyczny taniec świec. Miłość gościła tam zapewne do rana ;)

 


Zagraniczna sesja narzeczeńska - Miłość w Paryżu

Spacer po Paryżu. Tak jednym zdaniem można opisać historię, którą dziś chcemy wam pokazać. Sesje narzeczeńskie, bo o nich będzie mowa, przeżywają według nas swoisty "boom". Już nie tylko sesje poślubne są dokładnie planowane i budzą ekscytację, coraz popularniejsze i często realizowane są sesje przedślubne, a nawet momenty oświadczyn. Obecnie stały się bardzo modnym i pożądanym elementem ślubnych historii. To nie tylko ciekawy wstęp do waszego ślubu. Przede wszystkim stwarzają okazję, byście nas fotografów lepiej poznali. To gwarancja dobrej współpracy w dniu ślubu. I rzecz najważniejsza - to jedyna okazja do pięknej historii waszej miłości jeszcze przed Wielkim Dniem. Bardziej na luzie, bez oficjalnych momentów, w waszym stylu i tylko o Was.

Stylowe sesje narzeczeńskie

Nie musimy wspominać, że sesje narzeczeńskie to też dobry pomysł, by zdjęcia z sesji w ciekawy sposób wykorzystać w dniu waszego ślubu, choćby jako element dekoracji, prezenty dla najbliższych, i wiele innych rozwiązań.

Każda sesja narzeczeńska może mieć swój własny niepowtarzalny charakter. Wszystko zależy od tego jaki preferujecie styl, w jakiej scenerii czujecie się swobodnie. Czy bardziej intymny klimat w zaciszu hotelowego pokoju, czy zdecydowanie szalona i dynamiczna sesja w rytmie miasta? A może wybierzecie miejsca, które są śladem wyjątkowych momentów waszej miłości: pierwsza randka, czy pierwszy pocałunek? A może motywem sesji będą po prostu wasze wspólne zainteresowania. Wszystko zależy od Was. Pamiętajcie, że wybór szczególnego dla Was miejsca przywoła emocje, które towarzyszyły ważnym chwilom. Zatrzymajmy je na fotografiach!

Zakochani w Paryżu

Paryż od dawna jest symbolem zakochanych, zarówno w sztuce jak i literaturze często nazywany "miastem miłości".  Romantyczna atmosfera, tętniąca życiem ulica, artystyczny klimat, dają niewyczerpane możliwości do odkrywania wyjątkowych kadrów. To także symbol dobrego gustu, klasy i szyku. Ola i Przemek wyglądali cudownie zarówno w pierwszej swobodniejszej, miejskiej stylizacji, jak i w bardziej eleganckim wydaniu. Ale nie ubiór był najistotniejszy. Była w nich lekkość, radość, autentyczność. To co lubimy fotografować najbardziej. Cieszymy się, że mogliśmy spędzić z nimi czas i przyglądać się ich szczęściu. Paryż to idealne miasto dla miłosnych opowieści. Kto chociaż raz nie marzył o pocałunku na tle wieży Eiffla? Brzmi banalnie, a jednak. Romantyczny spacer ulicami Paryża, wspólna kawa w artystycznej dzielnicy Montmartre, wieczorny deszcz i malowane światłem mokre ulice przy Moulin Rouge. A w każdym z tych miejsc objęci Oni. Miłość. Magia.

A jakie jest wasze wymarzone miejsce na sesję?


zakochana para mloda w opuszczonej szklarni jesienią

Jesień w Opuszczonej Szklarni, sesja ślubna pełna miłości i magii

Sesja ślubna w wyjątkowej scenerii

Wiele par szuka inspiracji i pomysłów, by znaleźć niebanalne miejsce na plener ślubny. Modne stało się też personalizowanie swojego ślubu poprzez nie tylko charakter czy styl uroczystości. Znaczenie mają już najmniejsze detale, takie jak kwiaty, ozdoby, dekoracje i inne na pozór drobne dodatki. I choć mody na styl się zmieniają, pozostaje jedno - pary młode chcą się wyróżnić, stworzyć coś indywidualnego i niepowtarzalnego, by później te niepowtarzalne momenty oglądać na zdjęciach. Wybór lokalizacji na sesję ślubną nie jest prosty, oczywiście można pójść drogą na skróty i wybrać pobliski park czy las o wschodzie lub zachodzie słońca. By jednak stworzyć nietypowy, wyjątkowy ale i ciekawy klimat, potrzeba czegoś więcej.

Odkąd zajmujemy się profesjonalnie fotografią, przerobiliśmy już chyba wszystkie możliwe warianty sesji narzeczeńskich i ślubnych. Fotografowaliśmy o każdej porze roku, przerobiliśmy góry, lasy, morze, były też jeziora i bagna. Sesje miejskie i industrialne, pałace - zarówno te piękne jak i ich ruiny. Sesje zagraniczne w zabytkowych miasteczkach, ale też perełki turystyczne i klasyczne miejsca zakochanych, jak chociażby Wenecja. Moglibyśmy jeszcze chwilę wymieniać. Lubimy tę różnorodność i staramy się nie fotografować kilka razy w tym samym miejscu, by nieustannie pobudzać kreatywność i wciąż się rozwijać.

Romantyczny klimat opuszczonej szklarni 

Plener ślubny Pauliny i Bartka 

Są jednak takie miejsca, do których wracamy z bijącym sercem. Mowa o słynnej, opuszczonej szklarni ;) To miejsce magiczne, z ogromnym potencjałem. Zdaliśmy sobie sprawę, jak bardzo interesują was takie niebanalne przestrzenie, kiedy po publikacji naszej pierwszej "szklarniowej sesji" nie ma tygodnia, by ktoś nie pisał do nas z zapytaniem o zdradzenie jej położenia. Uprzedzając kolejne tego typu zapytania: lokalizacja jest mimo wszystko miejsce prywatnym i zobowiązaliśmy się nie rozpowszechniać jej położenia.

Stare, zapomniane, porośnięte dziko przez naturę szklarnie to przykład niesamowitego tła do sesji ślubnych. Bo mają istny, bajkowy klimat, niezależnie od pory roku, są wciąż interesujące.  Rdzawy szkielet szklarni  kontrastuje z kawałkami szkła porośniętymi zielenią i mchem. Gra świateł na potłuczonych szybach tworzy swoistą magię. A we wnętrzu rozłożyste drzewo, które już dawno przebiło się przez dach, zadomowiło się na dobre.  Trochę żal nam było patrzeć jak mocno zdewastowana jest dzisiaj ta szklarnia. Wszyscy, którym marzy się podobna sesja powinni pamiętać, że teren na pozór opuszczony, formalnie może do kogoś należeć. Starajmy się nie zostawiać śladów swojej obecności i szanować takie miejsca aby przetrwały jak najdłużej.

Sesję ślubną Pauliny i Bartosza realizowaliśmy jesienią. Zależało nam by uchwycić mniej oczywisty klimat jesieni. Tego dnia pracowaliśmy w bardzo ostrym świetle, co mimo iż nie było łatwe, to bardzo podsyciło charakter kadrów i dodało im nieco pazura. Nasza para wyglądała stylowo i idealnie pasowała do miejsca. Paulina miała lekką, eteryczną i zwiewną sukienkę w klimacie boho od Justyny Kodym. Delikatne koronki łączone ze zwiewnymi materiałami bieli i pudrowego różu pięknie się komponowały z jesiennym bukietem z wrzosów. A zielony wianek dopełniał stylizację. Garnitur Bartka to ukłon w stronę ponadczasowej, eleganckiej klasyki. Miejsce zapewniało intymność, pozwoliło parze młodej czuć się naprawdę swobodnie, i to widać na zdjęciach. Pojawiło się też kilka ujęć z dymem, jedno z nich cieszyło się sporą popularnością na portalach branżowych ;) Flary dymne dodały romantycznego, niebanalnego światła. W sam raz na zakończenie sesji !

A jak prezentowała się cała historia z opuszczonej szklarni, zobaczcie poniżej. Mamy nadzieję, że po obejrzeniu Wy też poczujecie magię miejsca. A może ta realizacja stanie się inspiracją do szukania podobnych i niezwykłych?

Zapraszamy !

 


Miłość w Wenecji - romantyczna sesja ślubna

Zagraniczna sesja ślubna i unikatowa Wenecja

Mówi się, że Wenecja to miasto miłości. Romantyczny włoski klimat obecny jest tutaj niemal na każdym kroku. Wspaniałe światło, niezliczona ilość kanałów i mostów, a do tego gondole, które sprawiają jakby całe miasto kołysało się na wodzie. Prawda, że brzmi cudownie?!  To dołóżmy do tego jeszcze wyspę Burano, gdzie kolorowe fasady budynków tworzą bajeczną ferie barw, czy sąsiednie Murano, które kusi oczy szklanym rękodziełem. To wszystko brzmi jak sen o wymarzonej, zagranicznej sesji ślubnej.

I mimo naszych licznych włoskich podróży, nigdy nie było nam "po drodze" do Wenecji, a mnóstwo plotek nie zachęcało, by zwiedzić to jakże zatłoczone miasto. Aż do momentu, kiedy odwiedziliśmy Wenecję po raz pierwszy przy okazji zlecenia modowego. To miejsce zauroczyło nas niemal natychmiast. Postanowiliśmy, że jeśli przyjdzie czas naszej prywatnej sesji ślubnej, zrealizujemy ją właśnie tu. Wiedzieliśmy też o tym, że wcześniej czy później wrócimy, by tym razem znaleźć się z drugiej strony aparatu fotografując zakochaną parę. Sylwia i Mateusz podobnie jak my uwielbiają włoski klimat. Jeśli nie mieliście okazji zobaczyć ich sesji narzeczeńskiej w słonecznej Toskanii to koniecznie zerknijcie!

Każdy kto odwiedził Wenecję choć raz, doskonale wie,  że fotografowanie w jednym z najbardziej obleganych turystycznie włoskich miasteczek to spore wyzwanie. Turyści są po prostu wszędzie. Oczywiście nie da się pokazać Wenecji bez ludzi, zwykłych mieszkańców żywiołowo ze sobą rozmawiających, pani rozwieszającej pranie, czy przypadkowych podglądaczy ukradkiem otwierających okiennice, by z uśmiechem pozdrowić młodą parę. Ludzie nadają temu miejscu wyjątkową energię. Włosi są cudowni!  O czym przekonaliśmy się, gdy jedna z pań przyglądając się naszym poczynaniom zaprosiła nas do wspaniałej galerii szklanego rękodzieła, by również i tam wykonać kilka zdjęć. Ten spontaniczny gest okazał się zresztą idealnym zakończeniem sesji.

Emocje nie tylko na kadrach

Ale wróćmy do początku. By uzyskać mimo wszystko intymny, prawdziwie romantyczny nastrój, musieliśmy zacząć fotografować o świcie. Plac. św. Marka skąpany w promieniach wschodzącego słońca, nieco opustoszały o tej porze, wyglądał przepięknie. Jak zresztą nasza para młoda. Sylwia w indywidualnie zaprojektowanej sukni odważnie eksponującej plecy, a Mateusz w stylowym garniturze. Elegancja i klasa, idealne wpisywały się w klimat miejsca. Musimy jeszcze dodać, że byli jedną z nielicznych par, która dotrzymywała kroku fotografowi ;)

I biorąc pod uwagę fakt, że na samym początku sesji jeden z naszych ulubionych obiektywów odmówił nam posłuszeństwa, nadal uważamy, że to był absolutnie, fantastycznie spędzony czas!  Przeciwności należy przekuć w zaletę, kreatywność uruchomić jeszcze bardziej i wycisnąć maksimum pięknych kadrów. Dwa intensywne dni, dziesiątki przebytych pieszo kilometrów, przemili ludzie, którzy z uśmiechem nas pozdrawiali, a żeby tradycji stało się zadość - nie zabrakło też kotów, które przy każdej naszej włoskiej podróży wkradają się w kadry niczym zawodowi modele.

Dziękujemy Sylwii i Mateuszowi za ich zaangażowanie, pełne zaufanie i tę cudowną energię, którą emanowali nie tylko pozując podczas sesji, ale przez cały czas. Dzięki nim, możemy teraz podzielić się z Wami tą piękną miłosną historią i miejscem widzianym naszymi oczami i sercami. Może i Wy zakochacie się w Wenecji?

Serdecznie Zapraszamy!

 


Ślub plenerowy w stylu boho

BOHO koronkowy Ślub plenerowy z łapaczami snów w tle

Planujecie ślub plenerowy i marzycie o nietypowej aranżacji, która pozostanie na długo w waszych wspomnieniach a przede wszystkim na pięknych fotografiach? Jeśli poszukujecie inspiracji jak z dala od urzędowych wnętrz celebrować wyjątkowe chwile na łonie natury w bajkowym klimacie, to mamy coś dla Was!

Pokażemy Wam jak Justyna i Sebastian zorganizowali swój ślub plenerowy w klimacie boho z koronkowym motywem przewodnim.

Koronkowy ślub - Ceremonia w plenerze

Śluby plenerowe stały się ostatnio bardzo popularne, co niezmiernie nas cieszy. Takie rozwiązanie stwarza nieograniczone możliwości do zorganizowania pięknej uroczystości dokładnie tak, jak chcecie, oraz gdzie chcecie. Wszyscy wiemy, ze sale urzędowe nie są zbyt pięknym miejscem do fotografowania. Wyjście w plener podkreśli wyjątkowość tej krótkiej, a jak ważnej ceremonii. Warto zatem uruchomić wyobraźnie i zadbać by te kilkanaście minut było cudownym wydarzeniem. Przykładem i inspiracją może być niezwykły ślub plenerowy, w duchu DIY i zgodnie z ideą slow wedding, który fotografowaliśmy w Oslo.

Tymczasem wracając do koronek :) Justyna i Sebastian na miejsce swojego ślubu wybrali Atelię z jej nową od niedawna częścią - salą w Oranżerii. Część ogrodowa Atelii była doskonałym tłem do zorganizowania ślubu w plenerze, z lasem w tle.

Oczywiście zawsze pojawia się ryzyko, że pogoda nie dopisze. Na to nie mamy zbyt wielkiego wpływu i pozostaje trzymać kciuki i nie przejmować się zbytnio jeśli kilka kropel spadnie z nieba. Nam pogoda tego dnia dopisała, a delikatny deszczyk pojawił się dopiero na samo zakończenie ceremonii i nie zdołał ostudzić emocji :)

Ślubne dekoracje w stylu boho

Miejsce zaślubin wyglądało po prostu bajecznie! Dominowała zieleń i koronki. Pojawiły się wiszące, koronkowe łapacze snów, girlandy zawieszone nad głowami, powiewające na wietrze koronkowe taśmy i wstążki, czy koronkowe poduszki i obrusy. Wszystko było bardzo spójne i nieustannie cieszyło ok. Do tego piękne żywe kwiaty i mnóstwo zielonych gałązek. W tym miejscu nie możemy nie wspomnieć o dekoratorkach i florystkach, które to wszystko przygotowały. Passja Flora spisała się na medal tworząc ten bajeczny klimat w ogrodzie.

Jeśli jesteście fanami boho i hippie koniecznie rozważcie koronkowe akcenty! To idealne tło na wesela zarówno rustykalne czy właśnie w stylu boho. Taka dekoracja jest numerem jeden dla wszystkich panien młodych, które chcą wybrać koronkę na motyw przewodni wesela.

Również na sali w Oranżerii nie zabrakło zielonych detali, czy modnego ostatnio, dużego napisu love.

Justyna z druhenkami wyglądały przepięknie! Panna młoda miała lekką i zwiewną krótką sukienkę. Dopełnieniem była połyskująca we włosach opaska oraz buty. Każda z druhenek miała sukienkę i akcenty kwiatowe w pudrowym różu. Panowie wybrali niezastąpioną klasyczną elegancję.

Po ceremonii nie mogliśmy nie wykorzystać wspaniałego miejsca do krótkiej sesji plenerowej i kilku pamiątkowych ujęć z najbliższymi.

Przyjęcie łączyło elementy tradycji i luzu. Nie zabrakło tańców, szalonej zabawy, humoru, czy zwykłych rozmów przy stole. Nie przedłużamy już, by zostawić nieco wrażeń dla oczu :)

Zapraszamy Was serdecznie do oglądania.

 

 


Para mloda z napisem love

Rustykalny slub z motywem pikniku na polanie w okolicach Wroclawia

Karolina i Michał - ślub z motywami rustykalnymi

 

Połączenie tradycji z naturalnym, wiejskim stylem,  potrafi dać niesamowite efekty. To właśnie dlatego styl rustykalny cieszy się nadal ogromną popularnością. Organizowanie wesela z dala od zgiełku miasta, w ciszy i z pięknym pejzażem w tle, wydaje się być idealnym rozwiązanie.

Kraszowianka - to bardzo urokliwe i sielskie miejsce, właśnie tam swój ślub zorganizowali Karolina i Michał. Mogliście ich zapamiętać z jednego z naszych ostatnich wpisów, ich  zagranicznej sesji poślubnej we Materze (Włochy).

Dziś chcemy Wam pokazać jak piękny był ich ślub. Dokładnie pamiętamy, jak przywitali nas promienni i uśmiechnięci, a cała atmosfera przygotowań i zachowanie domowników sprawiło, że od razu poczuliśmy się jak "swoi". Pan młody i panna młoda wyglądali obłędnie, a my zakochaliśmy się też w całej oprawie ich ślubu. Były piękne kwiaty, rustykalne dekoracje, naturalne dodatki i dużo drewna. Była też kultowa "Warszawa"  i mini sesja pośród pobliskich pól.

Spora część przyjęcia odbyła się w plenerze, a tam strefa relaksu i prawdziwie chill'owy klimat ! Łąka, snopki siana, piknik z pysznościami i lemoniadą, a w tle wielki, świetlisty napis love i kolejna okazja do pięknych pamiątkowych zdjęć. Osobiście uwielbiamy wszelkie pomysły przeniesienia przyjęcia na świeże powietrze, gdzie w przyjemnym otoczeniu goście mogą ze sobą porozmawiać, odpocząć czy jak to woli bardziej aktywnie pograć w gry. To świetne rozwiązanie by odpocząć nieco od uginających się od jedzenia stołów, a oprócz tego okazja do ciekawych ujęć.

Cały dzień przyniósł setki drobnych detali, które niezmiennie cieszyły oczy. Jednak co najważniejsze - ten dzień wypełniali wspaniali ludzie, a swobodna atmosfera i naturalność powodowała, że cieszyliśmy się razem z nimi. Cudownie, że mogliśmy im towarzyszyć :)

 


Zakochana para w objeciach idaca droga cyprysow we Wloszech

Romantyczna sesja narzeczeńska w słonecznej Toskanii

Spacer zakochanych w słonecznej Toskanii

Sesje narzeczeńskie budzą nie mniejsze emocje niż sesje poślubne. Zwłaszcza, jeżeli są zorganizowane zagranicą. Dzisiaj podróżować jest niezwykle łatwo i wbrew pozorom wcale nie drogo. Oczywiście, sesję narzeczeńską można zrealizować w pobliskim parku, w domowym zaciszu, miejskim klimacie czy zabytkowej starówce. Uważamy jednak, że sesje wyjazdowe dają o wiele więcej możliwości. Warto więc pomyśleć, żeby na sesję wybrać się trochę dalej. To okazja aby mieć nie tylko piękną pamiątkę w postaci zdjęć, ale też fantastyczna przygoda i beztrosko spędzony czas. Nowe miejsca i lokalizacje dają o wiele więcej okazji do uchwycenia wyjątkowych kadrów zakochanych w sobie ludzi.

Toskania niewątpliwie jest jednym z piękniejszych i bardziej unikatowych regionów, nie tylko Włoch ale i całej Europy.  Fotograficznie ma bardzo dużo do zaoferowania, nie tylko sielskie krajobrazy z cyprysami w tle czy zabytkowe miasteczka. Ale przede wszystkim piękne światło, którego próżno szukać u nas w kraju, różnica w szerokości geograficznej robi swoje :)

Lubimy wybierać właśnie Włochy, bo to dodatkowo gwarancja świetnej pogody, pysznej kawy, a także klimat i atmosfera, którą po prostu czuć wokoło, nie wspominając już o pizzy ;)

Kiedy z Sylwią i Mateuszem wybraliśmy się do Toskanii, nie mieliśmy ściśle zaplanowanej trasy na sesję. Daliśmy się ponieść ku nieznanemu intuicyjnie zatrzymując się po trasie w miejscach które nas zachwycały. Nie trzeba było szukać wyszukanego tła, skomplikowanych kadrów. Malownicze krajobrazy, pozwoliły bez reszty skupić się na zakochanej parze i emocjach. Spacer pośród Toskańskich pól, raz za razem splecione ręce, czułe gesty i spojrzenia, ciepły powiew lata i cudowna złota godzina. To chwile, które zatrzymaliśmy na zawsze!

Musimy jeszcze dodać, że Sylwia i Mateusz mieli w sobie tę wyjątkową lekkość, swobodę i energię która sprawiła, że fotografowanie ich to była czysta przyjemność i radość patrzenia na autentyczną miłość. Niewymuszona stylizacja, zwiewna sukienka Sylwii i naturalnie rozpuszczone włosy, to wszystko dodatkowo podkreślało klimat zdjęć.

Cieszymy się ogromnie, że możemy pokazać Wam efekty tej wyjątkowej sesji.

 


Ślubna sesja plenerowa we Włoszech unikatowa Matera

Sesja w zabytkowym włoskim miasteczku - Michał i Karolina

 

Bella, bella Italia ! I kiedy spojrzymy na mapę Włoch, to możemy wymienić wiele miejsc, które były świadkami naszych fotograficznych przygód. Dziś zabieramy Was na jedną z nich, odznaczając na naszej długiej liście "must see" kolejną włoską i mniej oczywistą perełkę :) Razem z Karoliną i Michałem wyruszyliśmy na południe Włoch - do Matery, gdzie jesienią panuje jeszcze bardzo przyjemna aura. Idealna do zwiedzania i do zdjęć. Dodatkowo szczyt sezonu za pasem, więc dużo łatwiej o bardziej kameralne ujęcia w najpopularniejszych turystycznie miejscach.

Matera to bez wątpienia jedno z ciekawszych miejsc, jakie do tej pory mieliśmy okazję odwiedzić we Włoszech. Dlatego musimy wam w skrócie przybliżyć jej niezwykłą historię. Większość osób zapewne kojarzy to miejsce z "Pasji" Mela Gibsona, gdzie Matera udawała Jerozolimę. I nic dziwnego, miasto wykute w białej skale wapiennej, leżące na brzegu wąwozu,  zaskakuje od pierwszego momentu. A jeśli dodać do tego, że jest uznawane za jedno z najstarszych miast świata (Pierwsze ślady ludzkiej obecności na tych terenach sięgają 7000 lat przed naszą erą!) oraz burzliwą historię miasta, nie sposób nie zachwycić się tym miejscem! Nieregularna plątanina schodów i domów wykutych w skale. Uliczki i dachy, przeplatające się na różnych poziomach, place które są jednocześnie dachami domostw, ten nieład zachwyca i zachęca aby się w nim zagubić z aparatem w ręku. Z ciekawostek miasteczko uniknęło bombardowań podczas wojny, ponieważ z lotu ptaka wyglądało jak zniszczone :) A po wojnie wpisało się w niechlubną historię Włoch. Aż trudno w to uwierzyć ale w latach 50-tych, niespełna 70 lat temu, miasto w świadomości większości Włochów nie istniało. Nie było tu elektryczności, bieżącej wody czy kanalizacji. Siedlisko chorób i ubóstwa, symbol zacofanego południa, umieralność dzieci wynosiła 50% a prawie 90% obywateli było analfabetami! Takie rzeczy w cywilizowanym kraju europejskim z bogatą historią! Kiedy sprawa została nagłośniona dzięki książce Carla Leviego "Chrystus zatrzymał się w Eboli", władze postanowiły działać. A jedynym sposobem było masowe wyludnienie Sassi, dzięki czemu zabytkowa dzielnica opustoszała na ponad 30 lat. Sytuacja się zmieniła, kiedy w latach 80-tych pozwolono na powrót mieszkańców do zabytkowej części miasta. W 1993  Materę wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, co diametralnie odmieniło jej losy. Dziś miasto kwitnie turystycznie, ale nie jest jeszcze tak popularne, jak bardziej znane miejsca we Włoszech np. Amalfi czy Cinque Terre. Matera będzie Europejską Stolicą Kultury 2019  i z pewnością fale turystów zaczną zalewać ten region dużo intensywniej. Jeśli jeszcze tam nie byliście to ostatni moment!

Tyle o historii, czas powrócić do sesji :) Kiedy pierwszy raz odwiedziliśmy Materę wiosną, urzekła nas totalnie. Wiedzieliśmy, że musimy tu wrócić na sesję ślubną, i nie musieliśmy długo czekać na chętną parę. Michał i Karolina to kolejna perełka tej opowieści ;) Często nasza praca stawia przed nami cudownych ludzi, i dużo dłuższe znajomości niż relacja czysto służbowa ;)

Do tego fantastycznie wpisali się w klimat miejsca. Wyglądali odmiennie niż w dniu swojego ślubu i to nas zachwyciło. Karolina miała piękną, romantyczną i  zwiewną sukienkę w haftowane kolorowe kwiaty, a rozpuszczone, długie włosy powiewały na ciepłym wietrze. Michał ślubny garnitur zamienił na bardziej casualową marynarkę. Na tle starego miasta wyglądali obłędnie.

Ich naturalność,  wzajemne zapatrzenie,  pozytywna energia, a także wyjątkowy klimat miejsca sprawiały, że to była jedna z naszych ulubionych zagranicznych sesji ślubnych. By już nie przedłużać- zapraszamy do oglądania zdjęć ;)

 

 

 


Polsko-Norweski ślub DIY w skandynawskim stylu

Wzruszający ślub nad zatoką - Estera & Kristoffer

 

Kiedy zastanawiamy się nad tym, jak powinien wyglądać idealny dzień ślubu, to najczęściej mamy w głowach ładne miejsce, dobrą pogodę i grono najbliższych, którzy celebrują naszą miłość. Bardzo chcemy, by było jak najpiękniej, bo ślub jest przecież tak szczególnym wydarzeniem w życiu każdej pary!

A nasz ślub marzeń? Co my jako fotografowie myślimy, wyobrażając sobie idealny ślub? Odpowiedź na to pytanie przyszła wraz z wiadomością od Estery. Ona Polka, On Norweg. Kolejna mieszana para, do których mamy szczęście. Miłość i sztuka w tle, bo jedno z nich to artystyczna dusza.

I kiedy Estera napisała nam, że razem z Kristofferem planują ceremonię ślubną i przyjęcie w ogrodzie nad brzegiem wody, na terenie wynajętej willi, która wcale nie jest obiektem z typowym "ślubnym zapleczem", że chcą trochę łamać schematy organizując ślub w duchu DIY, robiąc wszystko samodzielnie od zera. Oraz, że chcą pokazać jaką siłę ma kreatywność, i że można! stworzyć magiczny ślub za niewielkie pieniądze. A jeśli dodać do tego fakt, że panna młoda również zawodowo jest fotografem,  a całą organizacją zajęli się niespełna 3 miesiące przed terminem ( i wcale nie z konieczności, czy braku czasu), to wiedzieliśmy, że czeka nas coś niesamowitego. Intuicja nie zawiodła, a rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania.

Jeśli spytacie czy w ogóle jest możliwy ślub gdzie wszyscy, nie tylko młodzi, tak po prostu i zwyczajnie cieszą się tym dniem .... luźną atmosferą bez zbędnego stresu, sztywnego harmonogramu,  bez sztucznych momentów: "bo trzeba", "bo wypada", "bo tradycja" - to właśnie ten  ślub pokazuje, że można! I chociaż od strony estetycznej było pięknie, spójnie i wszystko cieszyło oko i kadr, to najbardziej ujęła nas atmosfera i ludzie, bez których nic by się nie udało.

Już sam początek tego dnia był szczególny (beztroski?). Wynajęta, typowo skandynawska Willa, z pięknym ogrodem nad brzegiem zatoki w Oslo. Grono najbliższych przyjaciół i liczna rodzina. Wspólne rozstawianie namiotów, dekoracji, oświetlenia, wyznaczanie miejsca ceremonii, wszystko w towarzystwie biegających dzieciaków, zabawy i luzu.  Przygotowania Kristoffera w domu, z prawdziwie królewskim śniadaniem :) Estery wraz z druhenkami na miejscu w Willi. Kolejni goście przybywają na miejsce. Wreszcie tuż przed ceremonią, chwila na wyjątkowy, intymny moment, w którym On i Ona widzą się gotowi  po raz pierwszy.  Wzruszenie. Potem było ich jeszcze wiele. Estera lokalizację na "first look" wybrała idealną - skaliste wybrzeże fiordu nieopodal miejsca ślubu. Wspaniała chwila, którą warto zaplanować w dniu ślubu.

Ceremonia i przyjęcie to już cała kolekcja emocji.  Działo się tak dużo, że nie sposób tu wszystkiego wymienić. Liczne przemowy i toasty (bez alkoholu!), niespodzianki przygotowane dla młodych, pierwszy taniec pod gołym niebem, celebracja !

Gdybyśmy mieli podsumować krótko ten ślub, to byłoby to połączenie polskiej gościnności ze skandynawską estetyką minimalizmu, w otoczeniu pięknej natury. Ale to zdecydowanie za mało, bo nie da się przecież zamknąć w słowach atmosfery, którą tworzyli przez cały czas wspaniali ludzie :)

I chyba nie znajdziemy właściwych słów by opisać,  jak ten ślub jest dla nas po prostu bliski sercu i wyjątkowy. To był szczególny dzień, w którym czuliśmy radość i spełnienie - praca marzeń, a do tego pierwszy reportaż ślubny, z którego wyszliśmy jako ostatni!  Dzięki czemu możemy Wam teraz opowiedzieć tę historię od początku do samego końca. I wiele godzin spędziliśmy nad wyborem tych właściwych zdjęć, tej esencji, która idealnie odda całą magię i piękno tamtych chwil.

 


Młodzi rodzice z dzieckiem

Kameralna sesja rodzinno-ciążowa w Warszawie

Subtelnie i kameralnie -  czyli sesja ciążowo-rodzinna

 

Z czym kojarzy nam się sesja ciążowa? Z kobiecością, delikatnością, szczęściem, oczekiwaniem na nieznane, etapem w życiu, który potrafią zrozumieć tylko rodzice :) Kiedy myślimy o takich sesjach najbardziej zależy nam na ukazaniu relacji, atmosfery ciepła, bliskości i miłości. Ciężko o bardziej autentyczne i naturalne miejsce do takich zdjęć, niż domowe zacisze. Przestrzeń, którą dobrze znamy, w której czujemy się swobodnie i naturalnie. Miejsce, w którym już niedługo pojawi się nowy, wyjątkowy lokator.

Kiedy Diana i Robert zaprosili nas do swojego domu, poczuliśmy radość, ale też wielką odpowiedzialność. Sesja ciążowa to bardzo intymny i osobisty rodzaj dokumentowania tych najważniejszych wydarzeń naszego życia. Łatwo przekroczyć granicę dobrego smaku. Chcieliśmy przede wszystkim pokazać piękno oczekiwania i szczęście młodych rodziców.

Całą sesję podzieliliśmy na dwa etapy: pierwszy w atmosferze czuwania i wyglądania nadejścia, drugi niespełna pół roku później, już po narodzinach Wojtusia. Od początku, naszym  zamysłem było połączenie obydwu sesji  w jedną spójną całość. Pragnęliśmy pokazać ten szczególny rodzaj więzi, kiedy miłość staje się cudem - nowym życiem. I subtelnie podkreślić, kto jest głównym bohaterem tej opowieści ;)

Makijaż i fryzura Diany: Iwona Sirow