zakochana para mloda w opuszczonej szklarni jesienią

Jesień w Opuszczonej Szklarni, sesja ślubna pełna miłości i magii

Sesja ślubna w wyjątkowej scenerii

Wiele par szuka inspiracji i pomysłów, by znaleźć niebanalne miejsce na plener ślubny. Modne stało się też personalizowanie swojego ślubu poprzez nie tylko charakter czy styl uroczystości. Znaczenie mają już najmniejsze detale, takie jak kwiaty, ozdoby, dekoracje i inne na pozór drobne dodatki. I choć mody na styl się zmieniają, pozostaje jedno - pary młode chcą się wyróżnić, stworzyć coś indywidualnego i niepowtarzalnego, by później te niepowtarzalne momenty oglądać na zdjęciach. Wybór lokalizacji na sesję ślubną nie jest prosty, oczywiście można pójść drogą na skróty i wybrać pobliski park czy las o wschodzie lub zachodzie słońca. By jednak stworzyć nietypowy, wyjątkowy ale i ciekawy klimat, potrzeba czegoś więcej.

Odkąd zajmujemy się profesjonalnie fotografią, przerobiliśmy już chyba wszystkie możliwe warianty sesji narzeczeńskich i ślubnych. Fotografowaliśmy o każdej porze roku, przerobiliśmy góry, lasy, morze, były też jeziora i bagna. Sesje miejskie i industrialne, pałace - zarówno te piękne jak i ich ruiny. Sesje zagraniczne w zabytkowych miasteczkach, ale też perełki turystyczne i klasyczne miejsca zakochanych, jak chociażby Wenecja. Moglibyśmy jeszcze chwilę wymieniać. Lubimy tę różnorodność i staramy się nie fotografować kilka razy w tym samym miejscu, by nieustannie pobudzać kreatywność i wciąż się rozwijać.

Romantyczny klimat opuszczonej szklarni 

Plener ślubny Pauliny i Bartka 

Są jednak takie miejsca, do których wracamy z bijącym sercem. Mowa o słynnej, opuszczonej szklarni ;) To miejsce magiczne, z ogromnym potencjałem. Zdaliśmy sobie sprawę, jak bardzo interesują was takie niebanalne przestrzenie, kiedy po publikacji naszej pierwszej "szklarniowej sesji" nie ma tygodnia, by ktoś nie pisał do nas z zapytaniem o zdradzenie jej położenia. Uprzedzając kolejne tego typu zapytania: lokalizacja jest mimo wszystko miejsce prywatnym i zobowiązaliśmy się nie rozpowszechniać jej położenia.

Stare, zapomniane, porośnięte dziko przez naturę szklarnie to przykład niesamowitego tła do sesji ślubnych. Bo mają istny, bajkowy klimat, niezależnie od pory roku, są wciąż interesujące.  Rdzawy szkielet szklarni  kontrastuje z kawałkami szkła porośniętymi zielenią i mchem. Gra świateł na potłuczonych szybach tworzy swoistą magię. A we wnętrzu rozłożyste drzewo, które już dawno przebiło się przez dach, zadomowiło się na dobre.  Trochę żal nam było patrzeć jak mocno zdewastowana jest dzisiaj ta szklarnia. Wszyscy, którym marzy się podobna sesja powinni pamiętać, że teren na pozór opuszczony, formalnie może do kogoś należeć. Starajmy się nie zostawiać śladów swojej obecności i szanować takie miejsca aby przetrwały jak najdłużej.

Sesję ślubną Pauliny i Bartosza realizowaliśmy jesienią. Zależało nam by uchwycić mniej oczywisty klimat jesieni. Tego dnia pracowaliśmy w bardzo ostrym świetle, co mimo iż nie było łatwe, to bardzo podsyciło charakter kadrów i dodało im nieco pazura. Nasza para wyglądała stylowo i idealnie pasowała do miejsca. Paulina miała lekką, eteryczną i zwiewną sukienkę w klimacie boho od Justyny Kodym. Delikatne koronki łączone ze zwiewnymi materiałami bieli i pudrowego różu pięknie się komponowały z jesiennym bukietem z wrzosów. A zielony wianek dopełniał stylizację. Garnitur Bartka to ukłon w stronę ponadczasowej, eleganckiej klasyki. Miejsce zapewniało intymność, pozwoliło parze młodej czuć się naprawdę swobodnie, i to widać na zdjęciach. Pojawiło się też kilka ujęć z dymem, jedno z nich cieszyło się sporą popularnością na portalach branżowych ;) Flary dymne dodały romantycznego, niebanalnego światła. W sam raz na zakończenie sesji !

A jak prezentowała się cała historia z opuszczonej szklarni, zobaczcie poniżej. Mamy nadzieję, że po obejrzeniu Wy też poczujecie magię miejsca. A może ta realizacja stanie się inspiracją do szukania podobnych i niezwykłych?

Zapraszamy !

 


Miłość w Wenecji - romantyczna sesja ślubna

Zagraniczna sesja ślubna i unikatowa Wenecja

Mówi się, że Wenecja to miasto miłości. Romantyczny włoski klimat obecny jest tutaj niemal na każdym kroku. Wspaniałe światło, niezliczona ilość kanałów i mostów, a do tego gondole, które sprawiają jakby całe miasto kołysało się na wodzie. Prawda, że brzmi cudownie?!  To dołóżmy do tego jeszcze wyspę Burano, gdzie kolorowe fasady budynków tworzą bajeczną ferie barw, czy sąsiednie Murano, które kusi oczy szklanym rękodziełem. To wszystko brzmi jak sen o wymarzonej, zagranicznej sesji ślubnej.

I mimo naszych licznych włoskich podróży, nigdy nie było nam "po drodze" do Wenecji, a mnóstwo plotek nie zachęcało, by zwiedzić to jakże zatłoczone miasto. Aż do momentu, kiedy odwiedziliśmy Wenecję po raz pierwszy przy okazji zlecenia modowego. To miejsce zauroczyło nas niemal natychmiast. Postanowiliśmy, że jeśli przyjdzie czas naszej prywatnej sesji ślubnej, zrealizujemy ją właśnie tu. Wiedzieliśmy też o tym, że wcześniej czy później wrócimy, by tym razem znaleźć się z drugiej strony aparatu fotografując zakochaną parę. Sylwia i Mateusz podobnie jak my uwielbiają włoski klimat. Jeśli nie mieliście okazji zobaczyć ich sesji narzeczeńskiej w słonecznej Toskanii to koniecznie zerknijcie!

Każdy kto odwiedził Wenecję choć raz, doskonale wie,  że fotografowanie w jednym z najbardziej obleganych turystycznie włoskich miasteczek to spore wyzwanie. Turyści są po prostu wszędzie. Oczywiście nie da się pokazać Wenecji bez ludzi, zwykłych mieszkańców żywiołowo ze sobą rozmawiających, pani rozwieszającej pranie, czy przypadkowych podglądaczy ukradkiem otwierających okiennice, by z uśmiechem pozdrowić młodą parę. Ludzie nadają temu miejscu wyjątkową energię. Włosi są cudowni!  O czym przekonaliśmy się, gdy jedna z pań przyglądając się naszym poczynaniom zaprosiła nas do wspaniałej galerii szklanego rękodzieła, by również i tam wykonać kilka zdjęć. Ten spontaniczny gest okazał się zresztą idealnym zakończeniem sesji.

Emocje nie tylko na kadrach

Ale wróćmy do początku. By uzyskać mimo wszystko intymny, prawdziwie romantyczny nastrój, musieliśmy zacząć fotografować o świcie. Plac. św. Marka skąpany w promieniach wschodzącego słońca, nieco opustoszały o tej porze, wyglądał przepięknie. Jak zresztą nasza para młoda. Sylwia w indywidualnie zaprojektowanej sukni odważnie eksponującej plecy, a Mateusz w stylowym garniturze. Elegancja i klasa, idealne wpisywały się w klimat miejsca. Musimy jeszcze dodać, że byli jedną z nielicznych par, która dotrzymywała kroku fotografowi ;)

I biorąc pod uwagę fakt, że na samym początku sesji jeden z naszych ulubionych obiektywów odmówił nam posłuszeństwa, nadal uważamy, że to był absolutnie, fantastycznie spędzony czas!  Przeciwności należy przekuć w zaletę, kreatywność uruchomić jeszcze bardziej i wycisnąć maksimum pięknych kadrów. Dwa intensywne dni, dziesiątki przebytych pieszo kilometrów, przemili ludzie, którzy z uśmiechem nas pozdrawiali, a żeby tradycji stało się zadość - nie zabrakło też kotów, które przy każdej naszej włoskiej podróży wkradają się w kadry niczym zawodowi modele.

Dziękujemy Sylwii i Mateuszowi za ich zaangażowanie, pełne zaufanie i tę cudowną energię, którą emanowali nie tylko pozując podczas sesji, ale przez cały czas. Dzięki nim, możemy teraz podzielić się z Wami tą piękną miłosną historią i miejscem widzianym naszymi oczami i sercami. Może i Wy zakochacie się w Wenecji?

Serdecznie Zapraszamy!

 


Ślub plenerowy w stylu boho

BOHO koronkowy Ślub plenerowy z łapaczami snów w tle

Planujecie ślub plenerowy i marzycie o nietypowej aranżacji, która pozostanie na długo w waszych wspomnieniach a przede wszystkim na pięknych fotografiach? Jeśli poszukujecie inspiracji jak z dala od urzędowych wnętrz celebrować wyjątkowe chwile na łonie natury w bajkowym klimacie, to mamy coś dla Was!

Pokażemy Wam jak Justyna i Sebastian zorganizowali swój ślub plenerowy w klimacie boho z koronkowym motywem przewodnim.

Koronkowy ślub - Ceremonia w plenerze

Śluby plenerowe stały się ostatnio bardzo popularne, co niezmiernie nas cieszy. Takie rozwiązanie stwarza nieograniczone możliwości do zorganizowania pięknej uroczystości dokładnie tak, jak chcecie, oraz gdzie chcecie. Wszyscy wiemy, ze sale urzędowe nie są zbyt pięknym miejscem do fotografowania. Wyjście w plener podkreśli wyjątkowość tej krótkiej, a jak ważnej ceremonii. Warto zatem uruchomić wyobraźnie i zadbać by te kilkanaście minut było cudownym wydarzeniem. Przykładem i inspiracją może być niezwykły ślub plenerowy, w duchu DIY i zgodnie z ideą slow wedding, który fotografowaliśmy w Oslo.

Tymczasem wracając do koronek :) Justyna i Sebastian na miejsce swojego ślubu wybrali Atelię z jej nową od niedawna częścią - salą w Oranżerii. Część ogrodowa Atelii była doskonałym tłem do zorganizowania ślubu w plenerze, z lasem w tle.

Oczywiście zawsze pojawia się ryzyko, że pogoda nie dopisze. Na to nie mamy zbyt wielkiego wpływu i pozostaje trzymać kciuki i nie przejmować się zbytnio jeśli kilka kropel spadnie z nieba. Nam pogoda tego dnia dopisała, a delikatny deszczyk pojawił się dopiero na samo zakończenie ceremonii i nie zdołał ostudzić emocji :)

Ślubne dekoracje w stylu boho

Miejsce zaślubin wyglądało po prostu bajecznie! Dominowała zieleń i koronki. Pojawiły się wiszące, koronkowe łapacze snów, girlandy zawieszone nad głowami, powiewające na wietrze koronkowe taśmy i wstążki, czy koronkowe poduszki i obrusy. Wszystko było bardzo spójne i nieustannie cieszyło ok. Do tego piękne żywe kwiaty i mnóstwo zielonych gałązek. W tym miejscu nie możemy nie wspomnieć o dekoratorkach i florystkach, które to wszystko przygotowały. Passja Flora spisała się na medal tworząc ten bajeczny klimat w ogrodzie.

Jeśli jesteście fanami boho i hippie koniecznie rozważcie koronkowe akcenty! To idealne tło na wesela zarówno rustykalne czy właśnie w stylu boho. Taka dekoracja jest numerem jeden dla wszystkich panien młodych, które chcą wybrać koronkę na motyw przewodni wesela.

Również na sali w Oranżerii nie zabrakło zielonych detali, czy modnego ostatnio, dużego napisu love.

Justyna z druhenkami wyglądały przepięknie! Panna młoda miała lekką i zwiewną krótką sukienkę. Dopełnieniem była połyskująca we włosach opaska oraz buty. Każda z druhenek miała sukienkę i akcenty kwiatowe w pudrowym różu. Panowie wybrali niezastąpioną klasyczną elegancję.

Po ceremonii nie mogliśmy nie wykorzystać wspaniałego miejsca do krótkiej sesji plenerowej i kilku pamiątkowych ujęć z najbliższymi.

Przyjęcie łączyło elementy tradycji i luzu. Nie zabrakło tańców, szalonej zabawy, humoru, czy zwykłych rozmów przy stole. Nie przedłużamy już, by zostawić nieco wrażeń dla oczu :)

Zapraszamy Was serdecznie do oglądania.

 

 


Para mloda z napisem love

Rustykalny slub z motywem pikniku na polanie w okolicach Wroclawia

Karolina i Michał - ślub z motywami rustykalnymi

 

Połączenie tradycji z naturalnym, wiejskim stylem,  potrafi dać niesamowite efekty. To właśnie dlatego styl rustykalny cieszy się nadal ogromną popularnością. Organizowanie wesela z dala od zgiełku miasta, w ciszy i z pięknym pejzażem w tle, wydaje się być idealnym rozwiązanie.

Kraszowianka - to bardzo urokliwe i sielskie miejsce, właśnie tam swój ślub zorganizowali Karolina i Michał. Mogliście ich zapamiętać z jednego z naszych ostatnich wpisów, ich  zagranicznej sesji poślubnej we Materze (Włochy).

Dziś chcemy Wam pokazać jak piękny był ich ślub. Dokładnie pamiętamy, jak przywitali nas promienni i uśmiechnięci, a cała atmosfera przygotowań i zachowanie domowników sprawiło, że od razu poczuliśmy się jak "swoi". Pan młody i panna młoda wyglądali obłędnie, a my zakochaliśmy się też w całej oprawie ich ślubu. Były piękne kwiaty, rustykalne dekoracje, naturalne dodatki i dużo drewna. Była też kultowa "Warszawa"  i mini sesja pośród pobliskich pól.

Spora część przyjęcia odbyła się w plenerze, a tam strefa relaksu i prawdziwie chill'owy klimat ! Łąka, snopki siana, piknik z pysznościami i lemoniadą, a w tle wielki, świetlisty napis love i kolejna okazja do pięknych pamiątkowych zdjęć. Osobiście uwielbiamy wszelkie pomysły przeniesienia przyjęcia na świeże powietrze, gdzie w przyjemnym otoczeniu goście mogą ze sobą porozmawiać, odpocząć czy jak to woli bardziej aktywnie pograć w gry. To świetne rozwiązanie by odpocząć nieco od uginających się od jedzenia stołów, a oprócz tego okazja do ciekawych ujęć.

Cały dzień przyniósł setki drobnych detali, które niezmiennie cieszyły oczy. Jednak co najważniejsze - ten dzień wypełniali wspaniali ludzie, a swobodna atmosfera i naturalność powodowała, że cieszyliśmy się razem z nimi. Cudownie, że mogliśmy im towarzyszyć :)

 


Zakochana para w objeciach idaca droga cyprysow we Wloszech

Romantyczna sesja narzeczeńska w słonecznej Toskanii

Spacer zakochanych w słonecznej Toskanii

Sesje narzeczeńskie budzą nie mniejsze emocje niż sesje poślubne. Zwłaszcza, jeżeli są zorganizowane zagranicą. Dzisiaj podróżować jest niezwykle łatwo i wbrew pozorom wcale nie drogo. Oczywiście, sesję narzeczeńską można zrealizować w pobliskim parku, w domowym zaciszu, miejskim klimacie czy zabytkowej starówce. Uważamy jednak, że sesje wyjazdowe dają o wiele więcej możliwości. Warto więc pomyśleć, żeby na sesję wybrać się trochę dalej. To okazja aby mieć nie tylko piękną pamiątkę w postaci zdjęć, ale też fantastyczna przygoda i beztrosko spędzony czas. Nowe miejsca i lokalizacje dają o wiele więcej okazji do uchwycenia wyjątkowych kadrów zakochanych w sobie ludzi.

Toskania niewątpliwie jest jednym z piękniejszych i bardziej unikatowych regionów, nie tylko Włoch ale i całej Europy.  Fotograficznie ma bardzo dużo do zaoferowania, nie tylko sielskie krajobrazy z cyprysami w tle czy zabytkowe miasteczka. Ale przede wszystkim piękne światło, którego próżno szukać u nas w kraju, różnica w szerokości geograficznej robi swoje :)

Lubimy wybierać właśnie Włochy, bo to dodatkowo gwarancja świetnej pogody, pysznej kawy, a także klimat i atmosfera, którą po prostu czuć wokoło, nie wspominając już o pizzy ;)

Kiedy z Sylwią i Mateuszem wybraliśmy się do Toskanii, nie mieliśmy ściśle zaplanowanej trasy na sesję. Daliśmy się ponieść ku nieznanemu intuicyjnie zatrzymując się po trasie w miejscach które nas zachwycały. Nie trzeba było szukać wyszukanego tła, skomplikowanych kadrów. Malownicze krajobrazy, pozwoliły bez reszty skupić się na zakochanej parze i emocjach. Spacer pośród Toskańskich pól, raz za razem splecione ręce, czułe gesty i spojrzenia, ciepły powiew lata i cudowna złota godzina. To chwile, które zatrzymaliśmy na zawsze!

Musimy jeszcze dodać, że Sylwia i Mateusz mieli w sobie tę wyjątkową lekkość, swobodę i energię która sprawiła, że fotografowanie ich to była czysta przyjemność i radość patrzenia na autentyczną miłość. Niewymuszona stylizacja, zwiewna sukienka Sylwii i naturalnie rozpuszczone włosy, to wszystko dodatkowo podkreślało klimat zdjęć.

Cieszymy się ogromnie, że możemy pokazać Wam efekty tej wyjątkowej sesji.

 


Ślubna sesja plenerowa we Włoszech unikatowa Matera

Sesja w zabytkowym włoskim miasteczku - Michał i Karolina

 

Bella, bella Italia ! I kiedy spojrzymy na mapę Włoch, to możemy wymienić wiele miejsc, które były świadkami naszych fotograficznych przygód. Dziś zabieramy Was na jedną z nich, odznaczając na naszej długiej liście "must see" kolejną włoską i mniej oczywistą perełkę :) Razem z Karoliną i Michałem wyruszyliśmy na południe Włoch - do Matery, gdzie jesienią panuje jeszcze bardzo przyjemna aura. Idealna do zwiedzania i do zdjęć. Dodatkowo szczyt sezonu za pasem, więc dużo łatwiej o bardziej kameralne ujęcia w najpopularniejszych turystycznie miejscach.

Matera to bez wątpienia jedno z ciekawszych miejsc, jakie do tej pory mieliśmy okazję odwiedzić we Włoszech. Dlatego musimy wam w skrócie przybliżyć jej niezwykłą historię. Większość osób zapewne kojarzy to miejsce z "Pasji" Mela Gibsona, gdzie Matera udawała Jerozolimę. I nic dziwnego, miasto wykute w białej skale wapiennej, leżące na brzegu wąwozu,  zaskakuje od pierwszego momentu. A jeśli dodać do tego, że jest uznawane za jedno z najstarszych miast świata (Pierwsze ślady ludzkiej obecności na tych terenach sięgają 7000 lat przed naszą erą!) oraz burzliwą historię miasta, nie sposób nie zachwycić się tym miejscem! Nieregularna plątanina schodów i domów wykutych w skale. Uliczki i dachy, przeplatające się na różnych poziomach, place które są jednocześnie dachami domostw, ten nieład zachwyca i zachęca aby się w nim zagubić z aparatem w ręku. Z ciekawostek miasteczko uniknęło bombardowań podczas wojny, ponieważ z lotu ptaka wyglądało jak zniszczone :) A po wojnie wpisało się w niechlubną historię Włoch. Aż trudno w to uwierzyć ale w latach 50-tych, niespełna 70 lat temu, miasto w świadomości większości Włochów nie istniało. Nie było tu elektryczności, bieżącej wody czy kanalizacji. Siedlisko chorób i ubóstwa, symbol zacofanego południa, umieralność dzieci wynosiła 50% a prawie 90% obywateli było analfabetami! Takie rzeczy w cywilizowanym kraju europejskim z bogatą historią! Kiedy sprawa została nagłośniona dzięki książce Carla Leviego "Chrystus zatrzymał się w Eboli", władze postanowiły działać. A jedynym sposobem było masowe wyludnienie Sassi, dzięki czemu zabytkowa dzielnica opustoszała na ponad 30 lat. Sytuacja się zmieniła, kiedy w latach 80-tych pozwolono na powrót mieszkańców do zabytkowej części miasta. W 1993  Materę wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, co diametralnie odmieniło jej losy. Dziś miasto kwitnie turystycznie, ale nie jest jeszcze tak popularne, jak bardziej znane miejsca we Włoszech np. Amalfi czy Cinque Terre. Matera będzie Europejską Stolicą Kultury 2019  i z pewnością fale turystów zaczną zalewać ten region dużo intensywniej. Jeśli jeszcze tam nie byliście to ostatni moment!

Tyle o historii, czas powrócić do sesji :) Kiedy pierwszy raz odwiedziliśmy Materę wiosną, urzekła nas totalnie. Wiedzieliśmy, że musimy tu wrócić na sesję ślubną, i nie musieliśmy długo czekać na chętną parę. Michał i Karolina to kolejna perełka tej opowieści ;) Często nasza praca stawia przed nami cudownych ludzi, i dużo dłuższe znajomości niż relacja czysto służbowa ;)

Do tego fantastycznie wpisali się w klimat miejsca. Wyglądali odmiennie niż w dniu swojego ślubu i to nas zachwyciło. Karolina miała piękną, romantyczną i  zwiewną sukienkę w haftowane kolorowe kwiaty, a rozpuszczone, długie włosy powiewały na ciepłym wietrze. Michał ślubny garnitur zamienił na bardziej casualową marynarkę. Na tle starego miasta wyglądali obłędnie.

Ich naturalność,  wzajemne zapatrzenie,  pozytywna energia, a także wyjątkowy klimat miejsca sprawiały, że to była jedna z naszych ulubionych zagranicznych sesji ślubnych. By już nie przedłużać- zapraszamy do oglądania zdjęć ;)

 

 

 


Polsko-Norweski ślub DIY w skandynawskim stylu

Wzruszający ślub nad zatoką - Estera & Kristoffer

 

Kiedy zastanawiamy się nad tym, jak powinien wyglądać idealny dzień ślubu, to najczęściej mamy w głowach ładne miejsce, dobrą pogodę i grono najbliższych, którzy celebrują naszą miłość. Bardzo chcemy, by było jak najpiękniej, bo ślub jest przecież tak szczególnym wydarzeniem w życiu każdej pary!

A nasz ślub marzeń? Co my jako fotografowie myślimy, wyobrażając sobie idealny ślub? Odpowiedź na to pytanie przyszła wraz z wiadomością od Estery. Ona Polka, On Norweg. Kolejna mieszana para, do których mamy szczęście. Miłość i sztuka w tle, bo jedno z nich to artystyczna dusza.

I kiedy Estera napisała nam, że razem z Kristofferem planują ceremonię ślubną i przyjęcie w ogrodzie nad brzegiem wody, na terenie wynajętej willi, która wcale nie jest obiektem z typowym "ślubnym zapleczem", że chcą trochę łamać schematy organizując ślub w duchu DIY, robiąc wszystko samodzielnie od zera. Oraz, że chcą pokazać jaką siłę ma kreatywność, i że można! stworzyć magiczny ślub za niewielkie pieniądze. A jeśli dodać do tego fakt, że panna młoda również zawodowo jest fotografem,  a całą organizacją zajęli się niespełna 3 miesiące przed terminem ( i wcale nie z konieczności, czy braku czasu), to wiedzieliśmy, że czeka nas coś niesamowitego. Intuicja nie zawiodła, a rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania.

Jeśli spytacie czy w ogóle jest możliwy ślub gdzie wszyscy, nie tylko młodzi, tak po prostu i zwyczajnie cieszą się tym dniem .... luźną atmosferą bez zbędnego stresu, sztywnego harmonogramu,  bez sztucznych momentów: "bo trzeba", "bo wypada", "bo tradycja" - to właśnie ten  ślub pokazuje, że można! I chociaż od strony estetycznej było pięknie, spójnie i wszystko cieszyło oko i kadr, to najbardziej ujęła nas atmosfera i ludzie, bez których nic by się nie udało.

Już sam początek tego dnia był szczególny (beztroski?). Wynajęta, typowo skandynawska Willa, z pięknym ogrodem nad brzegiem zatoki w Oslo. Grono najbliższych przyjaciół i liczna rodzina. Wspólne rozstawianie namiotów, dekoracji, oświetlenia, wyznaczanie miejsca ceremonii, wszystko w towarzystwie biegających dzieciaków, zabawy i luzu.  Przygotowania Kristoffera w domu, z prawdziwie królewskim śniadaniem :) Estery wraz z druhenkami na miejscu w Willi. Kolejni goście przybywają na miejsce. Wreszcie tuż przed ceremonią, chwila na wyjątkowy, intymny moment, w którym On i Ona widzą się gotowi  po raz pierwszy.  Wzruszenie. Potem było ich jeszcze wiele. Estera lokalizację na "first look" wybrała idealną - skaliste wybrzeże fiordu nieopodal miejsca ślubu. Wspaniała chwila, którą warto zaplanować w dniu ślubu.

Ceremonia i przyjęcie to już cała kolekcja emocji.  Działo się tak dużo, że nie sposób tu wszystkiego wymienić. Liczne przemowy i toasty (bez alkoholu!), niespodzianki przygotowane dla młodych, pierwszy taniec pod gołym niebem, celebracja !

Gdybyśmy mieli podsumować krótko ten ślub, to byłoby to połączenie polskiej gościnności ze skandynawską estetyką minimalizmu, w otoczeniu pięknej natury. Ale to zdecydowanie za mało, bo nie da się przecież zamknąć w słowach atmosfery, którą tworzyli przez cały czas wspaniali ludzie :)

I chyba nie znajdziemy właściwych słów by opisać,  jak ten ślub jest dla nas po prostu bliski sercu i wyjątkowy. To był szczególny dzień, w którym czuliśmy radość i spełnienie - praca marzeń, a do tego pierwszy reportaż ślubny, z którego wyszliśmy jako ostatni!  Dzięki czemu możemy Wam teraz opowiedzieć tę historię od początku do samego końca. I wiele godzin spędziliśmy nad wyborem tych właściwych zdjęć, tej esencji, która idealnie odda całą magię i piękno tamtych chwil.

 


Młodzi rodzice z dzieckiem

Kameralna sesja rodzinno-ciążowa w Warszawie

Subtelnie i kameralnie -  czyli sesja ciążowo-rodzinna

 

Z czym kojarzy nam się sesja ciążowa? Z kobiecością, delikatnością, szczęściem, oczekiwaniem na nieznane, etapem w życiu, który potrafią zrozumieć tylko rodzice :) Kiedy myślimy o takich sesjach najbardziej zależy nam na ukazaniu relacji, atmosfery ciepła, bliskości i miłości. Ciężko o bardziej autentyczne i naturalne miejsce do takich zdjęć, niż domowe zacisze. Przestrzeń, którą dobrze znamy, w której czujemy się swobodnie i naturalnie. Miejsce, w którym już niedługo pojawi się nowy, wyjątkowy lokator.

Kiedy Diana i Robert zaprosili nas do swojego domu, poczuliśmy radość, ale też wielką odpowiedzialność. Sesja ciążowa to bardzo intymny i osobisty rodzaj dokumentowania tych najważniejszych wydarzeń naszego życia. Łatwo przekroczyć granicę dobrego smaku. Chcieliśmy przede wszystkim pokazać piękno oczekiwania i szczęście młodych rodziców.

Całą sesję podzieliliśmy na dwa etapy: pierwszy w atmosferze czuwania i wyglądania nadejścia, drugi niespełna pół roku później, już po narodzinach Wojtusia. Od początku, naszym  zamysłem było połączenie obydwu sesji  w jedną spójną całość. Pragnęliśmy pokazać ten szczególny rodzaj więzi, kiedy miłość staje się cudem - nowym życiem. I subtelnie podkreślić, kto jest głównym bohaterem tej opowieści ;)

Makijaż i fryzura Diany: Iwona Sirow

 

 


ISPWP Fall 2017 Photo Contest Results

Wyniki kwartalnego konkursu ISPWP Fall 2017

WOW! Aż trzy nasze wyróżnione zdjęcia w konkursie ISPWP:

  • 13 miejsce w kategorii bridal party portrait, kadr z leśnego ślubu Ewy i Karola, który możecie już obejrzeć tutaj,
  • 4 miejsce w bride and groom portrait, zdjęcie z włoskiej sesji Sylwii i Mateusza którą już niedługo podzielimy się z wami,
  • 1 miejsce w engagement portrait! z cudownej sesji w Toskanii, również jeszcze nie publikowanej,

Tym sposobem pierwszy raz udało nam się załapać w pierwszej dwudziestce kwartalnego konkursu (na 19 miejscu).

Oto wyróżnione zdjęcia:

Całość możecie obejrzeć tutaj:ISPWP Fall 2017


Para młoda nad brzegiem strumienia wodospadu w Karpaczu

Romantyczna sesja nad wodospadem w górach w Karpaczu

Romantyczna sesja Ani i Łukasza nad Dzikim Wodospadem

 

To miała być nasza kolejna sesja w górach, a właściwie trzecia :) Cieszyliśmy się bardzo, ponieważ uwielbiamy górskie krajobrazy. Niestety plany nieco nam pokrzyżował zamknięty wyciąg, a wyjściem z sytuacji okazał się spontaniczny pomysł rozpoczęcia sesji nad Dzikim Wodospadem w Karpaczu. Kiedy znaleźliśmy się już na miejscu, to co ukazało się naszym oczom totalnie nas urzekło. Mieliśmy wszystko co trzeba w zasięgu ręki: wodospad, strumień i piękny las, dziko rosnące kwiaty, no i oczywiście cudowną parę - Anię i Łukasza. Do pełni szczęścia przydało by się więcej czasu, ponieważ słońce uciekało bardzo szybko a my fotografowaliśmy zaledwie nieco ponad godzinę. Na szczęście praca w duecie pozwala dużo sprawniej realizować zdjęcia. Zazwyczaj staramy się fotografować plenery ślubne o wchodzie lub zachodzie słońca, korzystając przy tym z pięknego światła. Tym razem spektakularni byli Oni. Ania i Łukasz  bardzo dzielnie i z zaangażowaniem pozowali, nie straszna im była przeprawa przez strumień, która omal nie skończyła się kąpielą w dość lodowatej wodzie. Hej przygodo!

Przygotowali do sesji piękny rustykalny wianek i bukiet z żywych kwiatów, który idealnie dopełniał romantyczny klimat zdjęć. Bardzo lubimy kiedy nasze pary nie kryją uczuć i dużo się przytulają. Czułe gesty, ulotne spojrzenia, to momenty, na które szczególnie lubimy polować. Baśniowa przyroda w tle jedynie dopełniła to co jest najważniejsze, to co chcemy ze szczególnym naciskiem pokazywać - miłość.

Polski krajobraz potrafi bardzo zaskoczyć. Pewnie się powtórzymy, ale uwielbiamy fotografować w nowych miejscach. To jeden z najbardziej inspirujących czynników w naszej pracy.

A tak wyglądają efekty:

 

 


Para Młoda w towarzsytwie drużbów i druhenek

Ślub plenerowy w lesie na Mazurach

Ewa i Karol - Ślub plenerowy w lesie

 

Kiedy Ewa i Karol zaprosili mnie jako fotografa na swój ślub, który zaplanowali zorganizować w samym środku lasu, poczułem, że to będzie coś wyjątkowego. I odkąd istnieje możliwość zorganizowania uroczystości ślubnej poza urzędem stanu cywilnego, pary młode coraz chętniej starają się przenieść tę wyjątkową ceremonię w plener. Bo czy może być coś piękniejszego niż przysięga wypowiedziana w naturalnej przestrzeni pięknej przyrody i najbliższych?

Już o poranku zaczęły się przygotowywania miejsca, a więc oznaczanie leśnej ścieżki prowadzącej nad brzeg jeziora, gdzie Tata Ewy zbudował altanę. Samo miejsce ceremonii wyglądało bardzo minimalistycznie, drewniane ławki dla gości, delikatne wstążki i kwiaty, wszystko było jakby wkomponowane w przestrzeń natury, nie przysłaniając jej. Stworzyło to bardzo bajkowy i romantyczny klimat. Już samo przejście wąską ścieżką przez las, gdzie drogę wskazywały wstążki oplatające drzewa, musiało być dla gości niecodziennym przeżyciem.

Przygotowania młodych toczyły się powoli, na luzie, w domku letniskowym w otoczeniu najbliższych przyjaciół i rodziny. Wszystko w duchu sielskiej, mazurskiej, jeszcze wakacyjnej atmosfery. Ewa z druhenkami na piętrze z tarasem, a Karol z drużbami na dole niczym jedna wielka rodzina.

Na miejsce ceremonii jako pierwszy zawędrował Karol, potem małymi grupkami zaczęli schodzić się goście, by wreszcie powitać Ewę. To niesamowite ile emocji, miłości, wzruszeń, ciepła ma miejsce podczas tak krótkiej uroczystości. Moment przysięgi był prawdziwie wzruszający, a Ewa nie kryła łez.

Zaraz po życzeniach część gości udała się pieszo na miejsce przyjęcia weselnego. Ogromnym atutem była lokalizacja, wszystko zorganizowane blisko siebie.

Na pierwszy taniec Ewa założyła krótką sukienkę w kolorze butelkowej zieleni. Warto wspomnieć, że wszystkie suknie, w których wystąpiła, uszyła Ewie Mama. Zabawa była szalona, goście tłumnie bawili się na parkiecie. Na stołach również nie zabrakło zielonych motywów i kwiatowych dekoracji wykonanych przez green place.

Zobaczcie jak było pięknie!

 

 


Przytulona para na ulicy przed wejsciem do hali koszyki

Sesja narzeczeńska w Hali Koszyki

Sesja w industrialnym klimacie stolicy - Ola i Piotr

Warszawa może się podobać lub nie, ale są miejsca, których nie powstydziły by się czołowe światowe stolice. Jednym z nich jest ponad 100-letnia, zrewitalizowana hala "Koszyki" w samym sercu Warszawy. Idealny przykład łączenia historii z współczesnym designem. Ta niebanalna przestrzeń, była naszym tłem do spontanicznej sesji narzeczeńskiej Oli  i Piotrka w streetowym klimacie.

Miasto pod względem fotograficznym jest dużo bardziej wymagające, zarówno dla pary jak i fotografa. Ruch, rytm miasta, gwar ulicy, spojrzenia ludzi, to wszystko potrafi odciągnąć uwagę zakochanych, jednocześnie ich krępując. Na szczęście Ola i Piotr spisali się świetnie w tych trudnych warunkach. Swobodni, skupieni na sobie, nie zwracający uwagi na otoczenie. Wpatrzeni w siebie, zagubienie w tłumie.

A od strony fotograficznej? Od dawna mieliśmy w planach sesję pary z miejskim krajobrazem w tle. Bardzo się ucieszyliśmy, kiedy wreszcie nadarzyła się okazja :) Centrum stolicy, ulica tętniąca życiem, mnóstwo zakamarków, odbić, pozornie geometrycznego nieładu, gry cienia i światła które jest magiczne a za chwilę już go nie ma. Te wszystkie nieoczekiwane elementy połączone z życiem ulicy i miłością w sercu kadru, dają tysiące możliwości do szukania ciekawych ujęć. Krótko mówiąc - fotograficzny raj ;)

Jeśli Wam marzy się podobna, dynamiczna, miejska sesja narzeczeńska, czekamy na kontakt :)