Megan i Lancelot. Intymny ślub w Paryżu

Pięknie się dzieje, kiedy możemy fotografować reportaże ślubne tak bardzo różnorodne. Raz huczne, duże wesele z tradycjami, raz ceremonia plenerowa w urokliwym, klimatycznym miejscu, albo zupełnie intymna uroczystość zaślubin w gronie tylko kilku czy kilkunastu najbliższych osób. To Wy decydujecie, jak chcecie przeżyć ten szczególny moment – Wasz ślub. Im bliższe sercu rozwiązania uda Wam się wcielić w życie, tym więcej uśmiechu i radości będziecie potem oglądać na zdjęciach.

O bardzo kameralnym i nietypowym, a do tego międzynarodowym  ślubie chcielibyśmy dziś opowiedzieć. Ona amerykanka, On Francuz postanowili pobrać się w Paryżu. Megan i Lancelot zdecydowali się na bardzo skromną, intymną ceremonię w pałacu ślubów. Nie mieli hucznego wesela, w zasadzie w ogóle go nie mieli ;) A podczas ślubu nie było nawet momentu wymiany obrączek, bo jak się okazało, nie mieli czasu na ich zakup tuż przed. I nikt nie był tym faktem szczególnie zmartwiony, a przez te kilka minut w urzędzie, radość promieniała na ich twarzach ! Celebrowali swoją miłość bardzo spontanicznie i autentycznie, bez całej masy detali, drobiazgów i stresujących przygotowań.

Dlaczego o tym wspominamy? Bo czasami cała przedślubna gorączka przygotowań do wielkiego dnia generuje mnóstwo stresu i sprawia jedynie, że w efekcie para młoda niewiele pamięta z tego pięknego przecież dnia.

Krótki plener ślubny. Zielony Paryż

Ale powróćmy na chwilę do historii Megan i Lancelota. Zaczęło się od krótkiej sesji zdjęciowej w pobliskim parku. Pogoda była kapryśna, a pochmurne niebo nie szczędziło deszczu. Megan skutecznie rozpromieniała scenerię uśmiechem. Nie ma w tej sesji typowego miejskiego Paryża jak podczas sesji Oli i Przemka. Nie było wieży Eiffla, zresztą nie byłoby nawet czasu by do niej dotrzeć, bo na sesję mieliśmy przeznaczoną niespełna godzinę czasu. Ten park mógłby się zdarzyć wszędzie. Skupiliśmy się tylko na naszej parze. Piękni, autentyczni, z dużym poczuciem humoru i ogromnym dystansem do siebie (o czym przekonacie się jak dotrwacie do końca wpisu).

Musimy też wspomnieć o obłędnie pięknej sukni Megan. Jej poszarpane brzegi i faktura pochlapanego farbą jedwabiu przyciągała niejedną parę oczu! I do tego oryginalna, jak na ślub, niejednolita szarość. On jako typowy francuz postawił na nonszalancką klasykę.

Od razu po sesji, lekko zmoczeni, ruszyliśmy do pałacu ślubów, gdzie tym samym pięknym uśmiechem na twarzy powitali czekających już gości. I wreszcie ta najważniejsza minuta, kiedy złożyli sobie przysięgi i podpisy małżeńskie.

Chciałoby się powiedzieć: tak krótko, a jak treściwie. Jeden z naszych najkrótszych ślubów, a budzi w nas tak ciepłe uczucia, że nie mogliśmy Wam tej realizacji nie pokazać !