fbpx

Wesele w Instalacje Art Bistro – alternatywny slow wedding

Jak my lubimy klimatyczne miejsca na wasz ślub czy wesele. Zwłaszcza te nietypowe, wręcz „nieślubne” chciałoby się powiedzieć. Budują niesamowity nastrój i tworzą wyjątkowe tło tego ważnego wydarzenia. Niestandardowe śluby, śluby alternatywne to dla nas zawsze okazja do większej kreatywności. Nie musimy się mocno trzymać utartego schematu, nasza uwaga może powędrować w kierunku pozornie mniej ważnych tematów. Mamy wrażenie, że w takich realizacjach więcej jest akcji, niespodziewanego „dziania się”, fotograficznych smaczków.

Ślub w duchu slow wedding

To był jeden z bardziej nietypowych ślubów jakie do tej pory fotografowaliśmy. Był już ślub w mazurskim lesie, ślub w plenerze nad fiordem, czy ślub nad basenem. I może z pozoru zacznie się ta relacja dość klasycznie. Lecz im dalej w las…, kto zna to powiedzenie to może spodziewać się wielu niespodzianek.

Oprócz ceremonii w urzędzie, wszystko tu było nietypowe. Marta i Marek zorganizowali swój ślub tak jak pragnęli. To jest właśnie klucz, by przeżyć ten dzień w duchu „slow”. Celebrować niespiesznie, cieszyć się, rozkoszować każdą chwilą spędzoną z bliskimi. Bez ciśnienia, zgodnie z tym, co nam bliskie.

Panna Młoda inaczej niż na biało? Czemu nie! Marta wyglądała przecudnie w błękitnej, asymetrycznej sukni. Do tego góra sukienki zdobiona kolorowymi kwiatami przywoływała klimat garden party i przykuwała wzrok. A retro kropki pojawiły się zarówno w stroju Matry jak i Marka. Idealnie dopasowani.

A może zamiast ślubnej limuzyny stare zabytkowe autobusy komunikacji miejskiej? Przecież przeprawa z gośćmi przez Warszawę takim transportem może być świetną zabawą. Początkiem do jeszcze lepszej zabawy.

Zamek Ujazdowski – miejsce na nietypowe wesele

Reportaż rozpoczęliśmy na Starówce pod Pałacem Ślubów. Brak przygotowań nie zawsze musi oznaczać, że materiał będzie mniej różnorodny, że nie będzie wprowadzenia do historii. Po krótkiej i wzruszającej ceremonii ślubu cywilnego i życzeniach, Młodzi wraz z gośćmi przespacerowali się przez Stare Miasto do wspomnianych starych autobusów.  Miejscem, w którym zorganizowano wesele to restauracja Instalacje Art Bistro w Zamku Ujazdowskim. Wnętrze bardzo klimatyczne, jasne, z fajnymi detalami. Na stołach delikatne kompozycje kwiatowe. Przekąski i słodkości serwowane na opalanych gazetach i pergaminach. Musimy wspomnieć, ze sernik to poezja ;) Bardzo kameralnie i przytulnie.

A parkiet? No właśnie. Brak parkietu we wnętrzach nie oznacza, że nie znajdzie się miejsce do szalonej zabawy. Parkiet zaaranżowany na podeście przy restauracji. Po drugiej stronie ulicy strefa chilloutu. Kilka stolików, hamaki, krzesła każde inne, jakby pozbierane z różnych restauracji. Artystyczny nieład. Totalna wolność, gdzie każdy mógł znaleźć miejsce dla siebie. Ktoś sączył drinka, ktoś inny odpoczywał na leżaku, dzieci bujały się na hamakach, a jeszcze inni stali i rozmawiali przy „barze”. Totalny niezobowiązujący luz!

Nie mogliśmy tez nie wykorzystać sprzyjającego światła na wykonanie krótkiej sesji plenerowej. Zatrzymać tych kilka intymnych chwil i emocji na świeżo. 15 minut, on i ona na chwilę sami, a pamiątka na całe lata. Zauważyliśmy, że dla wielu z Was taka forma sesji poślubnej wystarcza. Tu akurat spontaniczna, krótka sesja ślubna wpisała się idealnie w ideę „slow”.

Zabawa weselna w strugach deszczu

Był jeszcze jeden bardzo spontaniczny czynnik, który sprawił, że ten ślub był naprawdę wyjątkowy. Ile to razy słyszeliśmy: „ach żeby tylko pogoda dopisał…” A my powiemy: Jak dobrze, że lało !!! Dziękujemy za ten deszcz. Ba! Urwanie chmury ;) To co działo się na parkiecie było niedopisania. Reakcje dzieci ( i niektórych dorosłych) na gęste strugi deszczu, feria barw grająca na mokrym kamieniu ulicy, wymarzona kopalnia kadrów.

Fantastyczna energetyczna zabawa, świetna muzyka za sprawą Dj Ogniomistrz, luz i euforia wszystkich zgromadzonych wokół pary młodej. Parkiet płonął, mimo, że strugi wody lały się z dachu namiotu a podświetlone kolorowe kałuże tworzyły spektakl. I tylko od czasu do czasu jakiś turysta przemknął obok tej sceny schylony pod parasolem czy w płaszczu.

To była turbo impreza i turbo ludzie. Marto, Marku – cudownie, ze zaprosiliście nas, by ten dzień zapisać w kadrach.