Zagraniczna sesja ślubna na Islandii

Ten wpis dojrzewał w naszych głowach kilka miesięcy. O Islandii zostało już opisane zarówno słowem jak i obrazem tak wiele, że łatwo o banał, o powierzchowność czy schemat. A jest to miejsce tak niezwykłe, tak piękne w swym majestacie natury, że mówić o Islandii skrótowo czy pobieżnie, zwyczajnie nie potrafimy (tak, to będzie długi wpis). Powodów jest kilka, lecz wszystkie zbiegają się w jednym punkcie, którym jest – sentyment.

To był nasz pierwszy plener ślubny na Islandii, ale nie pierwsze z nią zatknięcie. Wyjazd do krainy lodu i ognia, to zarówno nasza, jak i naszej pary podróż sentymentalna. Cudowną wyspę poznaliśmy i pokochaliśmy prawie 5 lat temu, spędziliśmy tam 10 dni pod namiotami, w najcieplejszym okresie roku, chłonąc ogrom piękna z bijącym sercem. Islandia stawała się coraz popularniejsza, i nie trzeba było długo czekać, aż rozpocznie się istny „boom” na islandzkie sesje ślubne. Czy nas to zdziwiło? Po tym co widzieliśmy na własne oczy – absolutnie nie!

W podobnym czasie, pierwszy raz Islandię zobaczyli i pokochali Julka i Krzyś. Zgłębili ją turystycznie dużo dokładniej, spędzając na wyspie miesiąc. I podczas tej podróży, podjęli jedną z najważniejszych decyzji życiowych. To tam Krzyś oświadczył się Julii.

Kiedy więc rozmawialiśmy o tym, gdzie chcieliby zrealizować swoją sesję ślubną, to pomysłów było kilka. Jednak na hasło Islandia – całej naszej czwórce zrobiło się cieplej na sercu.

To nie był po prostu wyjazd na sesję zagraniczną jeden z wielu. To była prawdziwa podróż wprost do serca Islandii. Bo takiej sesji islandzkiej jeszcze nie było ;)

Zdjęcia ślubne w samym sercu Islandii. Sesja w Interiorze

Znacie pewnie dziesiątki zdjęć z Islandii, które są do siebie zbliżone. I nie mówimy tutaj o lokacjach, bo wyspa ta nie jest specjalnie duża, a najpopularniejsze miejsca są tak piękne, że każdy pragnie zachować ich część w sercu i na fotografiach. Chodzi nam o sposób jej pokazywania, o zalew przytłumionych i wypranych z kolorów, nostalgiczno-ponurych obrazów. I wiecie co? Zastanawialiśmy się wielokrotnie, czy to już wynik mody? Swoista maniera, w której Islandia została uwięziona? Czy może zupełnie inaczej niż większość mamy niebywałe szczęście do pogody?

My zapamiętaliśmy ją zupełnie inaczej. Z niepojętą wręcz intensywnością, kontrastem i czystością barw. Z niespotykaną nigdzie indziej przejrzystością krajobrazu. Z soczystą zielenią, nawet jeśli zdarzały się mgły. Polawowe połacie porośnięte mchem, jeszcze nie wyschniętym, a wtedy miękko zapadającym się pod naciskiem bosej stopy.

Naturalnie – Islandia jest zmienna pogodowo. I pamiętamy cały materiał, który przywieźliśmy z pierwszej podróży, stanowił poniekąd impuls do tego jak dziś postrzegamy kolory i obróbkę graficzną zdjęć. Intuicja podpowiadała nam, że zbyt duża ingerencja popsuje całe to obezwładniające piękno – dzieło natury. Dlaczego o tym piszemy? Bo u nas nie zobaczycie szaro-burej i przytłumionej Islandii. Nawet w jej naturalnym cyklu: słońce, deszcz, wiatr, chmury, słońce, wiatr, mgła i za moment od nowa – to nie pozbawimy jej kolorów.

Takie też było marzenie Julii i Krzysia. By nie była to kolejna, podobna do wielu sesja na Islandii.

Możecie sobie wyobrazić najbardziej spektakularny popis malarskich wariacji kolorystycznych od słomkowej żółci, po rdzawy niemal czerwony pomarańcz?! To Islandia, a nawet więcej. To samo jej serce – jak mówią tutejsi, Kerlingarfjoll i Landmannalaugar w Interiorze. Właśnie te miejsca były naszym głównym celem ślubnych zdjęć.

Fotografia ślubna na Islandii

Podróż wgłąb Interioru, do serca, wymaga czasu. Wymaga też wstępu. I odpowiedniego przygotowania. Nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszej pary na ten plener. Julia z Krzysiem byli fantastycznie przygotowani, jako że spędzili na Islandii aż miesiąc, doskonale znali panujące warunki. Odpowiednio przystosowane auto, ciepła odzież, dobre obuwie, zapas jedzenia. Wyprawa wgłąb to już nie zaliczenie „Golden Circle”, a dużo poważniejsze logistycznie przedsięwzięcie. Oprócz tego, a może przede wszystkim, to para ludzi kochająca podróżowanie, a więc pasja i zaangażowanie do tej przygody było w nich na 200%. Julia świetnie fotografuje, uwielbiamy jej zdjęcia, które właśnie przywiozła z Nepalu. Mając na swojej drodze takich ludzi jak oni, można spełniać swoje wszystkie fotograficzne ambicje.

Plener ślubny na Czarnej plaży i przy wodospadzie Skogafoss

Krajobrazy Islandii są obezwładniająco piękne i monumentalne, człowiek tutaj w pełni ustępuje naturze. Lodowce, wodospady, wulkaniczne plaże, gejzery – wszystko to splata się ze sobą i zachwyca, sprawiając, że fotografować można bez końca. My sesję ślubną podzieliliśmy na dwa dni fotografowania. Naszym celem były Kerlingarfjoll oraz Landmannalaugar w interiorze, a by się tam dostać potrzeba co najmniej 8 godzin jazdy wgłąb wyspy.

Nie mogliśmy jednak pominąć wstępu, jakim był bardziej dostępny rejon Islandii. Pierwszym przystankiem był jeden z najpiękniejszych wodospadów na wyspie – słynny Skogafoss. W lekkim deszczu podreptaliśmy też na punkt widokowy ze spływającym lodowcem Solheimajokull. To chyba najłatwiej dostępny jęzor lodowca na Islandii. Wystarczy lekko zjechać z drogi, by po kilku minutach stanąć oko w oko z czołem lodowca. To był jedyny kapryśny pogodowo moment podczas sesji.

Lubimy zatrzymywać się spontanicznie podczas fotografowania, pozwolić by impuls decydował o kierunku sesji. Trzymanie się sztywnego planu nigdy nie wpisywało się w styl naszej pracy.

Kolejnym dłuższym przystankiem była sceneria skał i wulkanicznego piasku czyli Reynishverfi – czarna plaża w Vik. Chyba największe wrażenie robi tam bazaltowy klif rozciągający się na jej północnym krańcu. Gardar czyli skalna ściana przypomina ogromne, naturalne organy. Te potężne kolumny są bardzo oblegane prze turystów. Jednak jak to bywa w większości miejsc – para młoda ma pierwszeństwo. Będąc na czarnej plaży nie można pominąć niewielkiej bazaltowej groty z przepięknym sufitem. To kolejny baśniowy składnik dodający Reynisfjarze uroku. By pokazać niesamowity klimat czarnej plaży pomogły nam też ujęcia z drona. Podczas tej sesji uruchamialiśmy go zdecydowanie najczęściej.

Sesja ślubna w Kerlingarfjoll i Landmannalaugar – kolory islandzkiego Interioru

To co Islandia ma najpiękniejszego do pokazania zaczyna się tam, gdzie kończy się asfalt a numer drogi zyskuje literkę „F” jak „fabulous”. Krajobraz w wielu miejscach po drodze był iście księżycowy. Żwirowo-piaskowa nawierzchnia, miejscami brunatno czerwonawa jak na Marsie, unoszący się pył przy każdym podmuchu wiatru i bezkresny horyzont. Po wielu godzinach drogi, dosyć monotonnej , kamiennej pustyni czeka niewyobrażalna nagroda.

Kerlingarfjoll – brzmi jak zaklęcie, to przepiękny masyw górski. To eksplozja barw i struktur, nierealnych wręcz w ostrym słońcu. Spomiędzy malowniczych szczytów z wnętrza ziemi wydobywała się para wodna. To dymiące fumarole i sulfatary sprawiają, że krajobraz ten oprócz zapierających dech kolorów jest dramatyczny i tajemniczy. Zwieńczeniem są wielkie czapy śniegu przytulone do kolorowych gór. To zdecydowanie miejsce, które raz ujrzane zostanie z Wami na zawsze.

Niech Was jednak nie zwiedzie ta baśniowa feria barw. Interior słynie z trudnych warunków, choćby takich jak bardzo silne wiatry. Przez to odczuwalna temperatura jest dużo niższa. Już po tym jak udamy się schodkami w dół, prosto do głównego obszaru geotermalnego, leżącego właśnie miedzy kolorowymi górami masywu – wiatr nieco ucicha.

Drugie cudowne miejsce to już bardziej znany Landmannalaugar – nazywany tęczowymi górami. Składa się z ryolitu – skały, która tworzy pełne widmo olśniewającego koloru na zboczu góry. Odcienie czerwieni, zieleni, złocistej żółci a nawet różu, zmieniają swój ton jakby naśladując ruchy promieni słońca. Trudno opisać to słowami.

Interior to doświadczenie ogromnej przestrzeni. To krajobraz tak barwnie nasycony i różnorodny, który nie przypomina żadnego miejsca na ziemi. Ciężko sobie wyobrazić, że matka natura może stworzyć coś tak absolutnie pięknego i doskonałego.

Sesja ślubna na Islandii

Co jeszcze może zachwycić? Wspomnieć warto choćby o Hnasapollur – jezioro wulkaniczne, które napotkamy na drodze do Landmannalaugar, czy kratery Laki – Lakagigar. Podróż do tych i wielu innych miejsc nie będzie taka monotonna jeśli trzeba pokonać nieposkromioną rzekę Kossa, na której nie ma mostów ;) Hej przygodo!

Zrozumiałym jest więc, że jeśli ktoś marzy o sesji ślubnej w Interiorze, terenowe auto to podstawa. Bądźcie jednak pewni, że taka podróż warta jest każdego zdjęcia !

Zdajemy sobie sprawę, że być może tylko wytrwali dotarli do końca tego opisu. Jeśli tak, to czeka Was teraz nagroda! Nie mamy pewności czy ktoś jeszcze dotarł wgłąb Islandii na sesję ślubną. Jesteśmy szczęśliwi, że możemy Wam pokazać Julkę i Krzysia, miłość w sercu Islandii. Oto ona!