Sesja w zabytkowym włoskim miasteczku – Michał i Karolina

 

Bella, bella Italia ! I kiedy spojrzymy na mapę Włoch, to możemy wymienić wiele miejsc, które były świadkami naszych fotograficznych przygód. Dziś zabieramy Was na jedną z nich, odznaczając na naszej długiej liście “must see” kolejną włoską i mniej oczywistą perełkę :) Razem z Karoliną i Michałem wyruszyliśmy na południe Włoch – do Matery, gdzie jesienią panuje jeszcze bardzo przyjemna aura. Idealna do zwiedzania i do zdjęć. Dodatkowo szczyt sezonu za pasem, więc dużo łatwiej o bardziej kameralne ujęcia w najpopularniejszych turystycznie miejscach.

Matera to bez wątpienia jedno z ciekawszych miejsc, jakie do tej pory mieliśmy okazję odwiedzić we Włoszech. Dlatego musimy wam w skrócie przybliżyć jej niezwykłą historię. Większość osób zapewne kojarzy to miejsce z “Pasji” Mela Gibsona, gdzie Matera udawała Jerozolimę. I nic dziwnego, miasto wykute w białej skale wapiennej, leżące na brzegu wąwozu,  zaskakuje od pierwszego momentu. A jeśli dodać do tego, że jest uznawane za jedno z najstarszych miast świata (Pierwsze ślady ludzkiej obecności na tych terenach sięgają 7000 lat przed naszą erą!) oraz burzliwą historię miasta, nie sposób nie zachwycić się tym miejscem! Nieregularna plątanina schodów i domów wykutych w skale. Uliczki i dachy, przeplatające się na różnych poziomach, place które są jednocześnie dachami domostw, ten nieład zachwyca i zachęca aby się w nim zagubić z aparatem w ręku. Z ciekawostek miasteczko uniknęło bombardowań podczas wojny, ponieważ z lotu ptaka wyglądało jak zniszczone :) A po wojnie wpisało się w niechlubną historię Włoch. Aż trudno w to uwierzyć ale w latach 50-tych, niespełna 70 lat temu, miasto w świadomości większości Włochów nie istniało. Nie było tu elektryczności, bieżącej wody czy kanalizacji. Siedlisko chorób i ubóstwa, symbol zacofanego południa, umieralność dzieci wynosiła 50% a prawie 90% obywateli było analfabetami! Takie rzeczy w cywilizowanym kraju europejskim z bogatą historią! Kiedy sprawa została nagłośniona dzięki książce Carla Leviego “Chrystus zatrzymał się w Eboli”, władze postanowiły działać. A jedynym sposobem było masowe wyludnienie Sassi, dzięki czemu zabytkowa dzielnica opustoszała na ponad 30 lat. Sytuacja się zmieniła, kiedy w latach 80-tych pozwolono na powrót mieszkańców do zabytkowej części miasta. W 1993  Materę wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, co diametralnie odmieniło jej losy. Dziś miasto kwitnie turystycznie, ale nie jest jeszcze tak popularne, jak bardziej znane miejsca we Włoszech np. Amalfi czy Cinque Terre. Matera będzie Europejską Stolicą Kultury 2019  i z pewnością fale turystów zaczną zalewać ten region dużo intensywniej. Jeśli jeszcze tam nie byliście to ostatni moment!

Tyle o historii, czas powrócić do sesji :) Kiedy pierwszy raz odwiedziliśmy Materę wiosną, urzekła nas totalnie. Wiedzieliśmy, że musimy tu wrócić na sesję ślubną, i nie musieliśmy długo czekać na chętną parę. Michał i Karolina to kolejna perełka tej opowieści ;) Często nasza praca stawia przed nami cudownych ludzi, i dużo dłuższe znajomości niż relacja czysto służbowa ;)

Do tego fantastycznie wpisali się w klimat miejsca. Wyglądali odmiennie niż w dniu swojego ślubu i to nas zachwyciło. Karolina miała piękną, romantyczną i  zwiewną sukienkę w haftowane kolorowe kwiaty, a rozpuszczone, długie włosy powiewały na ciepłym wietrze. Michał ślubny garnitur zamienił na bardziej casualową marynarkę. Na tle starego miasta wyglądali obłędnie.

Ich naturalność,  wzajemne zapatrzenie,  pozytywna energia, a także wyjątkowy klimat miejsca sprawiały, że to była jedna z naszych ulubionych zagranicznych sesji ślubnych. By już nie przedłużać- zapraszamy do oglądania zdjęć ;)