Agnieszka i Orestis słoneczna sesja w Positano

 

Włochy to kraj, do którego zawsze wracamy z wielką radością i sentymentem, zarówno prywatnie jak i zawodowo.Jest na tyle zróżnicowany pod względem krajobrazu, że każde kolejne powroty są ciekawe i piękne. Jednym z naszych ulubionych miejsc jest wybrzeże Amalfitańskie tuż pod Neapolem. Poprzednio realizowaliśmy sesję z rejonie Amalfi i Atrani, więc naturalnie, tym razem wybór padł na malownicze Positano – wizytówkę wybrzeża oraz najpopularniejszą trasę trekingową Santiero degli Dei. Miejsce nie przypadkowe, wyjątkowe, bo mieliśmy wyjątkową parę. To Agnieszka i Orestis. Ona Polka, On Grek. Ona kocha góry, On morze i słońce. Nie mogliśmy trafić lepiej!

Sesję narzeczeńską zaczęliśmy od Positano. To romantyczna miejscowość z urokliwą plażą i stosem kolorowych domów pnących się ku górze. A w tle szczyty górskiego pasma przykrytego chmurami niczym puch. Trudno się nie zakochać w tym krajobrazie. Do tego sielankowa, wakacyjna atmosfera – ciepły powiew wiosny, kiedy w Polsce jeszcze koniec zimy, plaża i mnóstwo włoskich uliczek tętniących życiem. I pomyśleć, że to zaledwie koniec marca!

Aga i Orestis odnajdywali się w tej scenerii idealnie. Zapatrzeni, przytuleni, uśmiechnięci. Schowani w tłumie turystów, czy biegnący brzegiem morza, ich miłość unosiła się w powietrzu. Wspominaliśmy na początku, że to wyjątkowa para. Mieliśmy przed sobą dwoje autentycznych, kochających się ludzi. Jakby bez wrażenia „pozowania”, po prostu byliśmy obok obserwując i dokumentując ich relację, gesty, miłość.
Moglibyśmy spędzić tak cały dzień, jednak czas gonił, a sesję pragnęliśmy zakończyć wysoko. Złapać w chmurach trochę tego magicznego, zachodzącego słońca, na co zostając na plaży nie mielibyśmy szans. Dojazd krętą drogą ku górze to była prawdziwa przygoda! Po cichu liczyliśmy na ładne światło o złotej godzinie, i tym razem aura wyjątkowo nam sprzyjała. Po drodze obserwowaliśmy kąpiących się na dole ludzi, a na szlaku z uśmiechem mijali nas kolejni turyści i koty! (tak mamy do nich szczególne szczęście, za każdym razem, któryś z nich nieproszony wkrada się w kadr ;)
Jak zwykle miejsce nas zaczarowało i daliśmy się ponieść kończąc po zachodzie słońca. Do tego stopnia, że 45 minut schodziliśmy ze szlaku, milionem schodów, w kompletnej ciemności, by zdążyć dosłownie 5 minut przed odjazdem ostatniego autobusu!

Opowiadamy o ty wszystkim, by podkreślić, że warto. Nie tylko dla zdjęć, czy zapierających dech widoków. Warto postawić na taką sesję zagraniczną przede wszystkim dla wspomnień i przygody. Warto dla tych krótkich chwil, które będziecie przywoływać oglądając kolejne klatki. Dlatego jeśli kiedykolwiek zakwitnie wam w głowie pomysł na sesję zagraniczną, narzeczeńską czy poślubną – nie zastanawiajcie się dwa razy bo żyje się raz :) Dla nas osobiście sesja z Agą i Orestisem była cudowną przygodą. Dziękujemy im gorąco za ten wspólnie spędzony czas. A was zostawiamy ze zdjęciami: