Sesja ślubna w Warszawie

Sesja ślubna w Warszawie - Praga Centrum

Industrialna sesja ślubna w Warszawie - fotograf ślubny

Sesja ślubna w industrialnym miejscu to gwarancja nietuzinkowego klimatu na zdjęciach. Warszawa oferuje coraz więcej fantastycznych industrialnych przestrzeni na ślubne historie. Jeżeli ktoś uwielbia stylistykę ceglanej ściany, widoczne instalacje, stalowe elementy konstrukcji, surowy tynk i beton, to w wielkim mieście znajdzie ich całkiem sporo. Sesja ślubna w Warszawie może mieć prawdziwie niepowtarzalny klimat, jeśli postawicie na odpowiednie miejsce.

W pracy fotografa ślubnego, mamy możliwość nie tylko odwiedzania ciekawych miejsc podczas ślubów, ale też odkrywania nowych perełek na sesje zdjęciowe. Fotografowaliśmy już śluby w stylu industrialnym w takich przestrzeniach jak Stalowa 52, czy mikro imprezy ślubne w industrialnych lokalach w stolicy.

Również w temacie sesji ślubnych w Warszawie, znajdzie się kilka pomysłów perełek. Główne skojarzenia skupiają się wokół opuszczonych miejsc, a także starych pofabrycznych halach. Jednak jest wiele industrialnych przestrzeni, które nie są doszczętnymi, jak mogłoby się wydawać, ruinami. Klimat cegły i stali znajdziecie w takich miejscach jak Soho Factory czy Fabryczne Atelier. Naszym zdaniem Warszawska Praga jest niewątpliwie sercem industrialnych lokacji, to przestrzeń idealna do sesji narzeczeńskich, ślubnych a nawet rodzinnych.

Praga Centrum - miejsce na sesje ślubne

Zakochaliśmy się w w tej przestrzeni od pierwszego zobaczenia. To miejsce, które na nowo tchnęło życiem i z powodzeniem można je wynająć właśnie na sesje, eventy czy nawet koncerty. Praga Centrum - to ogromna przestrzeń zaadaptowana ze smakiem i z zachowaniem ducha autentyczności. Budynek ma kilka pomieszczeń, a wnętrza ocieplają stylowe retro meble i dywany. Duże okna z ciężkimi, aksamitnymi zasłonami, obdrapane ściany i surowy beton. Industrialnie ale przy tym bardzo nastrojowo. Jeśli zastanawiacie się nad sesją ślubna w Warszawie, koniecznie pomyślcie o tym miejscu!

Praga Centrum - to właśnie tu zrealizowaliśmy jedną z naszych ostatnich sesji, a w zasadzie pierwszą po covidzie.

Sesja pary i rodzinna w industrialnym klimacie

W tym jednym budynku można wykreować masę świetnych ujęć składających się na znakomitą sesję. Wiecie już jak bardzo lubimy pracować w takich przestrzeniach. Tym bardziej, jeśli pracujemy z tak fantastyczną parą i ekipą. Stylizacją do sesji zajęli się cudowni ludzie z Macaroni Tomato. Jeśli moda męska, a zwłaszcza ślubna moda męska na wysokim poziomie, to tylko u nich! Michał miał na sobie brązowy garnitur w stylu boho. Świetnie wkomponował się w industrialne przestrzenie. Chociaż nie mamy najmniejszych złudzeń, że ten model garnituru wybrany na ślub plenerowy w zieleni, zrobiłby równie mocne wrażenie.

Weronika olśniewała w beżowej, mieniącej się sukni, wyszywanej drobnymi błyskotkami. Do tego naturalnie rozpuszczone włosy. Całość uzupełniały złote baleriny i kwiaty od Bukiet Mokotów

Na sesji pojawił się ktoś jeszcze o kim nie możemy nie wspomnieć - to malutka Róża - miesięczna córeczka naszej pary! Jak sami się przekonacie oglądając materiał, momentami nasza sesja ślubna przerodziła się w rodzinną. I takie zwroty akcji niezwykle mocno lubimy ! Wprowadzają mnóstwo autentyczności i świeżości do całej realizacji. Na kilku ujęciach nie zabrakło też ukochanego psa. Wyobrażamy sobie jak niezwykle cenną pamiątką będą kiedyś dla rodziców, i dla samej Róży te ujęcia we trójkę ( a w zasadzie we czwórkę ;)). Szczerze - to sami zazdrościmy im takich zdjęć w komplecie !

Sesja ślubna w Warszawie w stylu industrialnym

Luz i spontaniczność to klucz tej sesji. Przed obiektywem autentycznie zakochana para, wraz ze swoim małym skarbem. Świetnie wystylizowani i w klimatycznym miejscu. Nie mogło być lepiej !

Praga Centrum jest nie tylko idealnym miejscem na zrobienie sesji ślubnej w Warszawie w stylu industrialnym. To miejsce, które inspiruje do wielu projektów. Jeśli chodzi o Warszawę, to według nas miejsce bardzo godne polecenia. I gorąco polecamy ! Jeśli jesteście fanami industrialu, zerknijcie koniecznie na efekty naszej sesji. Może zrodzi się w Waszej głowie pomysł, a nawet marzenie o podobnej sesji ślubnej? Przekonajmy się !

I pamiętajcie :) Sesja ślubna w Warszawie to nie tylko Starówka czy Łazienki Królewskie. Stolica ma wiele ciekawych i mniej oczywistych miejsc do zaoferowania. Po co powielać utarte schematy, jak może być oryginalniej ? Wierzymy, że przekonamy Was poniższą historią. A może razem stworzymy koleją?

 

 


Między Deskami - Sesja nad jeziorem

Między Deskami - sesja narzeczeńska nad jeziorem

Piękne miejsce na sesję w stylu rustykalnym - Między Deskami

Rok temu o tej porze sezon ślubny rozpoczął się na dobre i nie tylko fotografowaliśmy już kolejne śluby, ale mieliśmy też za sobą sesje zagraniczne, a na horyzoncie ślub we Francji.

W tym momencie czekamy z utęsknieniem, kiedy wreszcie będzie możliwość chwycić aparat w dłoń i ruszyć na sesje nie tylko do lasu. I chociaż rzeczywistość wszystkich nas mocno ograniczyła, a wiele par zostało zmuszonych do przełożenia swojego ślubu na przychylny moment, nasz tegoroczny sezon ślubny rozpoczął się jeszcze przed covidem.

Patrząc z perspektywy obiektywu, to sezon rozpoczęliśmy w niesamowitym stylu. Za sprawą sesji, którą po prostu uwielbiamy. Jeśli szukacie pięknego miejsca na sesję rustykalną czy boho, kochacie naturę w połączeniu z minimalistyczną architekturą, to ten wpis z pewnością Was zainspiruje.

Między Deskami - to ślubna perełka dla wszystkich pragnących wyjątkowego miejsca na ślub i wesele. To właśnie tam wyruszyliśmy by wykonać pełną miłości sesję narzeczeńską Ani i Darka.

Sesja w plenerze w Między Deskami

Między Deskami w Tomaszkowie pod Olsztynem, zrobiło na nas niemałe wrażenie, nie tylko ze względu na estetykę bryły. Połączenie desek z nutą nowoczesności wpisało się idealnie w krajobraz Warmii. Kompleks otoczony jest rozległym zielonym terenem i jeziorem. Można tu zorganizować piękny ślub plenerowy, czy ceremonię przy jeziorze. My skupiliśmy się na wykorzystaniu uroków miejsca fotografując dwoje zakochanych - Anię i Darka. Ich sesja narzeczeńska przeszła nasze oczekiwania. Ale nie to jest najważniejsze. Na długo zostaną w naszej pamięci słowa podziękowania, które od nich przeczytaliśmy. Ich zadowolenie z efektów sesji to najpiękniejsze zwieńczenie tej przygody.

Między Deskami - piękne miejsce nad jeziorem

Zależało nam, by sesję zdjęciową wykonać tuż przed zachodem. Niby banalna rzecz, jednak w lutym nie tak oczywista i łatwo osiągalna. Mieliśmy ogromne szczęście do pogody. Ciepłe, złote promienie wypełniały kadry po brzegi i towarzyszyły nam przez dużą część sesji. Pomost nad jeziorem, wysokie trawy, drzewa, całe naturalne zaplecze Między Deskami, nie tylko stanowiło romantyczne tło, ale też stworzyło intymną atmosferę. Ania i Darek czuli się swobodnie przed obiektywem, co pozwoliło uchwycić mnóstwo spontanicznych kadrów, pełnych czułości i miłosnych gestów. Tak lubimy najbardziej!

Trzeba też wspomnieć, że świetnie wkomponowali się stylistycznie w klimat Między Deskami. Kapelusz ani, czy powiewające na wietrze długie włosy Darka, dodały charakteru zdjęciom.

Zimowe temperatury potrafią mocno utrudnić pozowanie, jednak za sprawą tej dwójki, luty był tego popołudnia wyjątkowo gorący. Przekonacie się sami oglądając za chwilę całą sesję, że warto czasami trochę zmarznąć i przejechać kawał Polski, by na lata zachować najpiękniejsze wspomnienia tak czułych i ciepłych chwil. No właśnie - warto?

Czy warto zrobić sesję narzeczeńską?

Wielu zadaje sobie to pytanie wybierając fotografa na ślub, czy przeglądając otrzymane oferty.

Czy uważamy, że sesja narzeczeńska jest konieczna? Oczywiście, że nie :) Ale warto ją zrobić !

Bo efektem takiej sesji są przede wszystkim przepiękne zdjęcia, momenty skupione na Was, które zostaną z Wami na długie lata. To również pretekst do tego, by w przedślubnej gonitwie ( a nawet jeśli ślub jeszcze nie jest w planach) przystanąć na chwilę we wspólnym zapatrzeniu. Sesja narzeczeńska, czy po prostu sesja zakochanej pary, jest tą cudowna okazją, by swobodnie uchwycić na kadrach Wasze uczucie, tak na 100%.

Zapomnijcie o dmuchanych balonach, zbędnych dodatkach i innych gadżetach rodem z pinterestu. Jeśli tak dotychczas kojarzyła Wam się sesja przedślubna, to u nas doświadczycie czegoś innego. Bez zbędnych dodatków będzie piękniej! Nawet pierścionek nie jest istotny. Wy jesteście najważniejsi.

W prostych słowach - sesja narzeczeńska to okazja i sposób na świętowanie Waszej relacji ! Wartość zatrzymanych wspólnych chwil pełnych miłości, będzie rosła z każdym rokiem. Kiedyś przekonacie się, że są po prostu bezcenne.

To co? Macie ochotę na zdjęcia ? Jeśli jeszcze się wahacie to dajcie się przekonać oglądając Anię i Darka !

Ps. I koniecznie napiszcie do nas, jeśli marzy Wam się wyjątkowa sesja z Waszym uczuciem w roli głównej :)

 

 


Zdjęcia ślubne nad jeziorem Lago di Braies

Zdjęcia ślubne nad jeziorem Lago di Braies

Zdjęcia ślubne nad jeziorem Lago di Braies

Sesja ślubna w wyjątkowym miejscu to już dziś oczywiste pragnienie każdej młodej pary. Po najpiękniejsze ślubne zdjęcia wyruszamy do najbardziej pożądanych turystycznie zakątków świata. Radość podróżowania, Wasza miłość w niebanalnych sceneriach - właśnie to zyskujecie decydując się na sesję ślubną za granicą.

Zapierające dech w piersiach krajobrazy to z pewnością najpiękniejsze tło dla Waszej miłości. Jednym z takich niepowtarzalnych miejsc jest jezioro Lago di Braies z widokiem na Dolomity, słusznie nazywane Perłą Południowego Tyrolu. Wapienne skały odbijające się w turkusowej tafli jeziora, otoczone pięknymi lasami, tworzą wręcz bajkową scenerię.

Lago di Braies to bez wątpienia jedno z najpiękniejszych miejsc na sesję ślubną we Włoszech.

Sesja ślubna Lago di Braies - Dolomity

Jezioro Braies leży bezpośrednio w rezerwacie przyrody. Każdy kto zapragnie zrealizować tam swoją sesję ślubną musi liczyć się z ogromną popularnością tego miejsca. Już od wczesnych godzin porannych zastaniecie kolejki fotografów chcących złapać pierwsze promienie wschodu na najpopularniejszym instagramowym pomoście. Jezioro Braies często nazywane jest z tego powodu jeziorem instagrama. Długi drewniany pomost i łódki w kolorze ciepłego, rudego brązu, układające się na kształt ścieżki wiodącej wgłąb jeziora. To właśnie pomost z łódkami na tle gór są najczęściej przedstawiane na instagramowych pocztówkach.

Plener ślubny we Włoszech  - Lago di Braies

Niech was nie zwiedzie iście bajkowa aura miejsca. Widoki to marzenie, ale warunki panujące (zwłaszcza trudne światło) oraz ilość turystów ( a także innych fotografów i oczekujących na swoją kolej par - chociażby po to by mieć dla siebie 5 minut na pomoście), może wybić z rytmu i szybko sprowadzić nas ze sfery wyobrażeń wprost do rzeczywistości.

Przydaje się w takich warunkach spore doświadczenie fotograficzne. Ale największym sprzymierzeńcem okazuje się być (przynajmniej dla nas) umiejętność spontanicznej pracy, kreatywnego patrzenia, myślenia i szybkiego reagowania. Można zaplanować sobie poszczególne kadry, ale w takich miejscach nigdy nie ma pewności czy nasze zaplanowane ujęcia szczęśliwie wykonamy.

Dlatego cieszymy się, że nie nauczyliśmy się do tej pory planować :)

Sesja ślubna w Dolomitach

Sesja ślubna z Justynką i Radkiem była wymagająca nie tylko ze względu na to, że wybrali przepiękne Lago di Braies, podczas zdjęć towarzyszyła nam niespełna dwuletnia, energetyczna gwiazda - ich córeczka Basia. Oj tak! Fotografowanie pary młodej z dzieckiem w takim miejscu to hiper wyzwanie!

Całe szczęście nie było do tej pory takiego wyzwania, któremu nie bylibyśmy w stanie sprostać. Dlatego dziś możemy Wam z radością pokazać efekty tej wyjątkowej sesji.

Plener za granicą - nad Jeziorem Lago di Braies

Bardzo nam zależało na możliwie najbardziej różnorodnym ukazaniu miejsca, zarówno na pomoście, na łódce, którą wypłynęli na sam środek jeziora, na okalających szlakach, skałach i nad samym brzegiem jeziora.

Możecie się spodziewać nie tylko panoramicznych kadrów pokazujących magię scenerii, nie zabraknie w tej historii bardzo bliskich ujęć, portretów i spontanicznych kadrów pełnych emocji.

Ogromne brawa dla naszej pary młodej, która wytrzymała niskie już u schyłku października temperatury.

To była fantastyczna przygoda, przemiło spędzony czas z cudownymi ludźmi i wspomnienia zamknięte w taki oto obraz !

 

 

A może wrócimy tam właśnie z Tobą? Jeśli marzysz o zdjęciach w tym niezwykłym miejscu daj nam znać :) Tym bardziej, że Lago di Braies ma do zaoferowania dużo więcej niż piękno samego otoczenia jeziora. Nieopodal znajdują się fantastyczne ścieżki wysoko w górach, tam rozpościerają się równie mocno zapierające dech w piersiach widoki Dolomitów.

Na zakończenie pokażemy małą bohaterkę, która nie raz podczas trwania sesji, miała swoje 5 minut :)

 

Zdjęcia ślubne nad jeziorem Lago di Braies


Ślub we Francji i wesele w rustykalnym stylu

Ślub we Francji i wesele w rustykalnym stylu

Ślub we Francji i zagraniczne wesele

Śluby międzynarodowe za granicą. Wesele we Francji

Śluby międzynarodowe potrafią być bardzo nietuzinkowe i zaskakujące. Ze względu na połączenie nie tylko odmiennych tradycji i kultur, ale także przez fakt, że podczas reportażu ślubnego zawsze może wydarzyć się coś zaskakującego dla nas (fotografów) i nowego.

Począwszy od miejsca - bo kiedy każde z narzeczonych jest innej narodowości, to pierwszą sprawą na liście ślubnej organizacji jest ustalenie miejsca zaślubin i wesela. Czy ślub i impreza odbędzie się w Polsce czy za granicą? W jakim stylu zorganizować przyjęcie? Czy podjąć się próby łączenia dwóch tradycji czy wybrać jedną z nich by dominowała na weselu? Te i wiele innych pytań pewnie pojawia się w głowie niejednej zakochanej, międzynarodowej pary.

Nie ważne, w którym miejscu świata czy Europy połączyła Was miłość. Ślub we Francji, Włoszech, Hiszpanii? Sfotografujemy Wasz ślub, gdziekolwiek zdecydujecie się go zorganizować. Najważniejsze by wszystkie Wasze decyzje były zgodne z Waszymi pragnieniami. Z jak najmniejszą liczbą ślubnych kompromisów.

Rustykalne przygotowania ślubne na francuskiej prowincji

Zazwyczaj kiedy myślimy o ślubach międzynarodowych, w wyobraźni mamy bogato udekorowane przyjęcia w stylu Glamour w klasycznym pałacu czy dworku. Bo jak mawia wielu "klasyka obroni się zawsze". Zgadzamy się, że klasyczny, pałacowy styl z nutą glamour jest często bezpiecznym wyborem. Czymś co jest ponadczasowe.

A co jeśli para młoda nie czuje stylu glamour? Jeśli nie chcą celebrować własnego ślubu w pałacach? Nie potrzebują też do tego morza kwiatów, kryształowych żyrandoli, retro auta do ślubu i sukni księżniczki?

Wtedy organizują wesele i ślub w duchu tego, co najbardziej im bliskie i autentyczne. Bez względu na panującą ślubną modę.

To niezwykłe jak wiele par, dla których mamy przyjemność pracować na ślubach, nie podąża ślepo za trendami i modą. Organizują ślub bardzo intuicyjnie, a potem okazuje się, że wszystko wyszło jeszcze bardziej oryginalnie i "stylowo", mimo braku odtwórczego naśladowania trendów ślubnych. I co najważniejsze - nie brakowało tam prawdziwie autentycznych, reporterskich momentów!

Taka właśnie niesamowita i jedyna w swoim rodzaju historia powstała dzięki Kamilowi i Laurence, dzięki ich miłości, a także dzięki bliskim, którzy towarzyszyli im w tym wyjątkowym dniu.

On Polak, Ona  Francuzka - co ich łączy poza miłością? Niewątpliwie miłość do zwierząt. Wystarczy tylko wspomnieć, że na sesję narzeczeńską zjawili się ze swoimi ulubieńcami - ukochanym psem i koniem. Laurence jeździ konno od dziecka, wychowała się na francuskiej prowincji w otoczeniu natury i zwierząt.

Właśnie tam, w rodzinnym gospodarstwie, najbliższym sercu otoczeniu, naturalnej przestrzeni, zdecydowali się zaplanować całe ślubne przygotowania. Domyślaliśmy się, że zapowiada się bardzo sielski, rustykalny klimat ślubu. Jednak to co zobaczyliśmy na miejscu przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.

Międzynarodowy ślub we Francji

Na ślubne przygotowania przylecieliśmy oczywiście dzień wcześniej, by poznać miejsce i domowników. Gdy dotarliśmy do prowincji późnym wieczorem, jako pierwsze powitało nas stado kotów :) Gospodarstwo było dość rozległe a nam się wydawało, że koty są dosłownie wszędzie. I chociaż fotografować mieliśmy dopiero następnego dnia, nie mogliśmy odpuścić sobie kilku wprowadzających kadrów.

Nie mamy słów, by opisać jak fantastyczna, ciepła i autentyczna atmosfera panowała podczas przygotowań. Bo kiedy na wspólne śniadanie łączy się dwa, trzy stoły, by dla każdego wystarczyło miejsca, by pobyć razem bez pospiechu - to wyraz tego, że żadną fanaberią jest, całą rodziną i przyszłą rodziną, radować się zbliżającym wydarzeniem. A śniadanie było pyszne, tak na marginesie ;)

Jedną z najfajniejszych rzeczy z perspektywy fotografa podczas przygotowań w dniu ślubu, jest moment kiedy zdajemy sobie sprawę, że nikt nie zwraca na nas uwagi. Wszyscy zachowywali się zupełnie naturalnie, ani razu nie padło zdanie w stylu: "oj tylko niech pan nie robi tutaj zdjęć, bo nieposprzątane" - brzmi znajomo ? :) Albo uciekający przed obiektywem starsi członkowie rodziny, no klasyk. Ale odłóżmy to na bok.

Cieszymy się ogromnie, bo u Laurence i Kamila było idealnie. Jedni brali udział w przygotowaniach. Młodsze pokolenie dekorowało kościół na uroczystość ( cięte róże wprost z przydomowego krzewu pasowały do surowych murów pobliskiego kościoła). Starsi domownicy i goście odpoczywali i rozkoszowali się sielskim klimatem. Czuć było luz i totalną swobodę. Nikt nie ponaglał, nie stresował się, nie biegał w amoku ślubnej gorączki.

Czasu było dość, by zdążyć ze wszystkim. Makijaże ślubne, ubieranie sukni i garnituru odbywało się w nieskrępowanej atmosferze. Nie zabrakło czasu na first look i na krótką sesję w rustykalnym klimacie.

Ślub pod Paryżem. Ceremonia w urzędzie i ślub kościelny

Ślub we Francji odbył się dwuetapowo. Najpierw młodzi i najbliżsi udali się do urzędu na bardzo krótką ceremonię ślubu państwowego. Następnie przeszli do znajdującego się po drugiej stronie ulicy pięknego kościoła na ceremonię uroczystego już ślubu kościelnego.

Wnętrze kościoła naprawdę robiło wrażenie. Było bardzo klimatycznie przez oszczędną formę zdobień i surowe mury z widocznymi oznakami upływającego czasu. Klimat panujący w świątyni mocno oddziaływał na atmosferę podczas ceremonii ślubu. Przytłumione światło potęgowało skupienie.

Co ciekawe, pana młodego prowadziła do ołtarza mama, a pannę młodą jej tata. Na ławkach znajdowały się specjalnie przygotowane śpiewniki dla gości, a moment przysięgi małżeńskiej był pełen wzruszeń i przypieczętował go klasycznie pierwszy, małżeński pocałunek.

Polsko - francuskie wesele rustykalne

Po ceremonii ślubnej goście udali się pieszo na przyjęcie weselne, które zorganizowano w budynku przypominającym nasze zapomniane remizy. Oszczędne dekoracje, folkowo rustykalne bukieciki w buteleczkach, kolorowe kwiaty pod sufitem, czego chcieć więcej?

Dzieci beztrosko bawiły się na podwórku, starsze pokolenie przesiadywało na zewnątrz pod ściana budynku wystawiając twarz ku słońcu. Młodsi żywiołowo oblegali parkiet. Każdy bawił się na swój sposób. A my mieliśmy mnóstwo sytuacji do łapania cudownych, reporterskich momentów.

Cały ten dzień od początku do końca obfitował w niesamowite migawki chwil. W autentyczne portrety członków rodziny. Sytuacje spontaniczne. Ujęcia pełne wzruszeń, a za chwilę z humorystyczną nutą.

Nie skłamiemy, przyznając, że pod tym względem jest to jeden z naszych ulubionych reportaży ubiegłego sezonu.

Tradycyjne weselne zabawy łączyły się ze spontanicznymi momentami podczas całego przyjęcia. Były zarówno polskie jak i francuskie akcenty. Wszystko miękko się przenikało i stanowiło świetną ramę tej opowieści. Francuski ślub Laurence i Kamila może być przykładem, że wszystko może wypaść znakomicie bez sztywnego harmonogramu, konsultanta ślubnego, dekoratora i całego zaplecza ślubnych ekspertów. Pod jednym warunkiem - jeśli tak jak nasza para mamy wsparcie i pomoc rodziny i przyjaciół.

Czujemy ogromną radość, że mogliśmy uczestniczyć i fotograficznie stworzyć historię tego pięknego dnia, historię tego ślubu.

Niezależnie od tego czy bardziej alternatywne, w duchu slow, rustykalne czy wręcz odwrotnie - w stylu glamour, za każdym razem to ogromny zaszczyt móc dla Was tworzyć najpiękniejsze wspomnienia!

 

 

 


Sesja w opuszczonym miejscu

Sesja w opuszczonym miejscu

Sesja w opuszczonym miejscu

 

Jednych odrzucają i wzbudzają mieszane reakcje. Innych inspirują i widzą w nich ogromy potencjał zdjęciowy. Jedni zauważą jedynie pył i brud wśród walących się ścian czy wybitych okien, a także drażniącą woń stęchlizny rozpadającego się budynku. Drudzy, w tej surowej, pozostawionej na degradację przestrzeni dostrzegają niesamowity, tajemniczy klimat. Pięknie załamujące się światło, albo wąskie snopy strumienia przeciskającego się przez szczeliny w ścianach, czy przez nieregularnie wybite szyby w oknach.

Opuszczone hale, budynki, wielkie przestrzenie pozostawione od lat i niszczejące. Opuszczone miejsca na sesje zdjęciowe inspirowały nas na długo przed tym, jak zajęliśmy się fotografią ślubną. Surowy beton, popękane, obdrapane ściany, czy zardzewiałe, metalowe konstrukcje potrafią stanowić ciekawe tło, swoją fakturą nadają klimat zdjęciom. A kiedy oprócz ściany mamy do dyspozycji cały, pozostawiony obiekt, to efekty sesji mogą być bardzo interesujące.

 

Sesja w opuszczonym miejscu - pomysł na sesję narzeczeńską

 

Wydawać by się mogło, że brudne i trochę przerażające wizualnie budynki nie nadają się do zdjęć ślubnych, czy sesji narzeczeńskich, że nie pasują do fotografowania miłości. Nic bardziej mylnego ! Coraz więcej fotografów i samych par wybiera miejsca opuszczone jako scenerie do swoich sesji plenerowych. Wystarczy, że przytoczymy jeden tylko przykład - opuszczona szklarnia. Prawda, że brzmi znajomo? :) Od czasu kiedy zrobiliśmy tam pierwszy plener ślubny, popularność tego miejsca wzrosła na tyle, że dziś szklarnia doczekała się kolejek oczekujących na swoją sesję par i fotografów. Dostaliśmy też dziesiątki, nawet a więcej  zapytań o jej położenie. I nie tylko ta konkretna wzbudza tak szerokie zainteresowanie, powstają strony i poradniki jak i gdzie znaleźć podobne obiekty do sesji.

To świadczy tylko o tym, jak popularne stały się tego typu lokalizacje do zdjęć, a co za tym idzie, jak ogromny potencjał potrafią skrywać opuszczone scenerie. Zapomniane, trochę dzikie, a dzięki fotografii na nowo ożywione.

W przypadku miejsc mocno zdewastowanych, niewątpliwie przyciąga ich kruchość i nietrwałość. Nie wiemy ile w takiej postaci dany budynek, czy szklarnia będzie istnieć. Zdjęcia przedłużają trochę żywot takich miejsc. Mamy ich kilka w swojej "fotograficznej" szufladzie. Stara Parowozownia, w której wykonaliśmy kilka ślubnych sesji (a tak naprawdę od tej hali chyba zaczęła się nasza przygoda ze starymi budynkami), została już zrównana z ziemią. Przykładów moglibyśmy poszukać więcej, ale na tym poprzestaniemy.

 

Plener ślubny w opuszczonym industrialnym klimacie

 

W przypadku odwiedzania takich miejsc kwestią nadrzędną jest bezpieczeństwo. Bo siłą rzeczy, budynek czy obiekt pozostawiony od lat i samoistnie niszczejący, czasem zwyczajnie rozpadający się, jest po prostu niebezpieczny. Warto i należy zawsze przed sesją zasięgnąć informacji i opinii o danym obiekcie. Należy się upewnić czy wolno nam na teren wejść, czy są osoby, które tym budynkiem zawiadują i z nimi porozmawiać.

Nie trzeba się o takie kwestie martwić jeśli chcemy fotografować w dawnych pałacach, rezydencjach ( pełno takich na Śląsku), zazwyczaj wystarczy się po prostu umówić na sesję, za opłatą najczęściej. Stare pałace czy dworki są niesamowicie klimatyczne i także bardzo popularne jako miejsca na sesje ślubne. Uwielbiamy sesję z Anią i Michałem, którą wykonaliśmy w pałacu w Bożkowie, albo plener w pałacu w Krowiarkach. Dodatkowym atutem jest tez otoczenie tych miejsc. Oprócz fantastycznych wnętrz, do fotografowania zachęca otoczenie pałacu.

 

Sesja w klimacie urbex

 

Jednak czy sesja w takich miejscach jest dla każdego ? Oczywiście, że nie ! I pamiętajmy, że miejsce na Wasz plener ślubny czy sesję narzeczeńską, czy każdą inną sesję, po prostu musi Wam pasować. Jeśli przeszkadza Wam kurz i brudna przestrzeń - odpada. Jeśli w starych murach czujecie się nieswojo i nieufnie- odpada. Nie każdy jest fanem industrialnych klimatów, a zamiast zalegającego gruzu wybierze góry, morze, lub sielski rozległy widok czy choćby las.

To wszystko zależy od Was. Waszego temperamentu. Waszego gustu.

Cieszymy się, że trafiają do nas pary tak różnorodne, dzięki temu na naszym blogu możemy dzielić się materiałami z bardzo różnych miejsc i zakątków świata. Opowiadamy historie o Was. Raz jest to romantyczny spacer po Paryżu. Innym razem  sesja na przepięknej Islandii. Albo miejskie kolory i artystyczny zgiełk Lizbony, czy miłość w Wenecji. Zawsze w centrum sesji najważniejsi jesteście Wy.

Dziś chcemy pokazać jak pięknie może wyglądać portret zakochanej pary w kontraście surowej i zniszczonej, industrialnej przestrzeni.

 

Sesja narzeczeńska w opuszczonej hali

 

Z Olą i Adrianem bardzo szybko poczuliśmy, że odbieramy na podobnych falach nie tylko zdjęciowo. Od razu spodobał im się pomysł, by sesję narzeczeńską zrealizować w jakimś opuszczonym miejscu. Byli niesamowicie zaangażowani zarówno w poszukiwanie lokalizacji, jak i podczas sesji. Początkowo lekko stremowani, szybko poczuli się swobodnie, a my dosłownie nie mogliśmy przestać naciskać spust migawki :)

Pomysły na kadry wpadały jeden za drugim do naszej głowy. I nie tylko za sprawą miejsca (jest coś niezwykłego w tych niedoskonałych, ciemnych i gęstych od struktur i warstw pomieszczeniach, że zmuszają do myślenia nad tym gdzie i jak wykonać dane zdjęcie, by światło padało dokładnie tak, jak podpowiada nam wyobraźnia). Ale głównym impulsem do mnogości pomysłów byli Oni. To w jaki sposób się obejmowali, patrzyli na siebie, jak współgrali z otoczeniem.

I mocno chce nam się teraz śmiać, kiedy wspominamy ile niepewności i obaw miała Ola, czy aby na pewno nie wyszli na sesji zbyt spięci ;) Nic z tych rzeczy kochani!

Ola to artystyczna dusza, zwraca uwagę na każdy szczegół. Cieszy nas, że zauważa te wszystkie niuanse na zdjęciach. To daje dodatkową siłę napędową i pobudza do działania. Szczerze nie możemy się doczekać sesji poślubnej z tą dwójką !

 

Opuszczone industrialne miejsce na sesje zdjęciową

 

A Wy? Lubicie opuszczone miejsca do zdjęć? Podoba wam się taka estetyka sesji plenerowych? Mamy nadzieję, że sesja Oli i Adriana zainspiruje was i zobaczycie ile magii kryją w sobie stare hale, fabryki, młyny, szklarnie i wiele innych opuszczonych przestrzeni.

Jeśli poszukujecie fotografa, który na zdjęciach uchwyci Was bez schematu, pokazując Wasze emocje i naturalność, a przy tym pokażę Waszą miłość w nietuzinkowym miejscu, to dajcie nam koniecznie znać! Napiszcie jeśli marzą Wam się zdjęcia w industrialnym klimacie - razem stworzymy coś wyjątkowego :)

 

 


Najlepsze zdjęcia ślubne best of 2019

Najlepsze zdjęcia ślubne - best of 2019

Najlepsze zdjęcia ślubne - podsumowanie sezonu 2019

Początek roku to zdecydowanie dla wszystkich czas wielu podsumowań. Tych osobistych, a także zawodowych. My chętnie dzielimy się podsumowaniem naszych fotograficznych działań minionego sezonu. A ponieważ przez cały rok uzbierało się ich całkiem sporo, to przegląd i selekcja tych najlepszych ślubnych zdjęć nie należała do najłatwiejszych.

I nie tylko ze względu na ilość materiałów, ale także z powodu trochę wnikliwszego spojrzenia na temat, zbiór ten będzie bardzo treściwy i szeroko mówiący o fotografii ślubnej. Znajdą się tu nie tylko klasyczne fotografie reportażowe z dnia ślubu, a więc przygotowania pary młodej w rodzinnym otoczeniu, ceremonia ślubna, typowo tradycyjne i nieco mniej momenty na weselu, portrety i zdjęcia z rodziną, czy nadające styl wydarzeniu wszystkie ślubne detale, dekoracje czy sceneria.

Wymarzone zdjęcia z dnia ślubu

Wszystkie wymienione wyżej elementy są ważne do ukazania na zdjęciach Waszej wyjątkowej historii z dnia ślubu. I jak zawsze pozostajemy czuli na te istotne chwile podczas całego wydarzenia. Ale dzięki dużemu doświadczeniu jakie posiadamy fotografując śluby, staramy się spoglądać głębiej. To już dziesięć lat kiedy towarzyszymy Wam z aparatem w tym najważniejszym dniu! Naprawdę nie wiemy kiedy to zleciało.

Wasze nieustające zaufanie sprawia, że możemy obserwować wnikliwiej, a co za tym idzie, być dla Was najlepszym fotografem na ślub. Dziś już nie jest sztuką, ani odkryciem, wykonać piękne zdjęcia na ślubie. Zwłaszcza, że ceremonie i całe świętowanie miłości odbywa się coraz częściej w pięknej oprawie. Spotykamy się z dużą popularnością ślubów plenerowych, w malowniczych lokalizacjach z wspaniałą oprawą, dekoracjami, dodatkami. Śluby są po prostu coraz piękniejsze. Pojawia się coraz więcej inspiracji z zachodu. Oryginalne suknie ślubne, czy nietypowe bukiety i dodatki - to już nie rzadkość. To wszystko cieszy oko i pięknie wygląda na fotografiach.

Dziś niemal każdy ma możliwość zorganizować ślub na miarę swoich marzeń. I bez względu na styl jaki wybierze, a nawet i brak stylu ( nie on jest najistotniejszy), dla nas najważniejsze jest, by znaleźć się na wydarzeniu ludzi, którzy czerpią radość z własnego świętowania.

Brzmi może banalnie, ale to cały sekret nie tylko udanych, ale przede wszystkim autentycznych momentów. Bo przewaga wyreżyserowanych i zbyt wymuskanych ujęć, nie niesie tylu prawdziwych emocji, co te realnie uchwycone momenty. Zdjęcia z dużym ładunkiem emocjonalnym. Złapane w przelocie uśmiechy czy łzy wzruszenia, słowem szczere i spontaniczne, niespodziewane gesty.

Najlepsze zdjęcia ślubne z reportażu ślubnego

Ogromną radość sprawiło nam fotografowanie ślubów za granicą. Zwłaszcza reportaż ze ślubu w Portugalii, czy niepublikowany jeszcze materiał ze ślubu, który odbył się na francuskiej prowincji (ten pojawi się na blogu już niedługo). Ale nie możemy tutaj nie wspomnieć o tym, jak bardzo staraliśmy się i stawialiśmy wyzwania, by szukać, mieć wrażliwość i refleks podczas ślubów, które nie odbywały się ani w najlepiej oświetlonych salach, ani w najmodniejszych lokalizacjach. Wyznajemy zasadę, że z każdego ślubu można wycisnąć super reporterską scenę, humorystycznie uchwycony moment, czy ciekawie skomponowany kadr. To ludzie i interakcje stanowią przepis na najpiękniejsze ślubne zdjęcia, nie ślubne dekoracje. Te zaś powinny być tylko dodatkiem do całości.

Sesja ślubna - najpiękniejsze miejsca na plener

Dzięki Wam odwiedziliśmy też wiele nowych miejsc na sesje ślubne. Wiele niepowtarzalnych plenerów, lokalnie i poza granicami kraju. Spełniliśmy kilka naszych fotograficznych marzeń. Sesja ślubna w sercu Islandii w Kerlingafjorll z Julką i Krzysiem była jednym z nich.

Fotografowaliśmy też plener ślubny w Lizbonie, w Kornwalii, sesję narzeczeńską w Norwegii. Tradycyjnie też byliśmy z aparatem we Włoszech ( tym razem sesja ślubna w Cinque Terre i plener nad jeziorem Como). Fotografowaliśmy też parę młodą w naszej ukochanej Wenecji - tym razem w nieco bardziej deszczowej odsłonie, a zdjęcia ślubne w Burano jak zawsze kipiały kolorem.

Jesteśmy szczęśliwi, że fotografując możemy zgłębiać tak piękne miejsca i plenery. Ogromnie to doceniamy starając się o najlepsze zdjęcia z całych sił.

Nie zapominamy tez o naszym rodzimym podwórku. Wiele nowych inspirujących miejsc odkryliśmy właśnie w Polsce. Po tym jak słynna, opuszczona szklarnia doczekała się już wianuszków oczekujących na swoją kolej par i fotografów, postanowiliśmy poszukać czegoś nowego w opuszczonym, industrialnym klimacie. Często powtarzamy o tym, jak praca w nowych miejscach pobudza naszą kreatywność. Na blogu będą się powoli pojawiać nowe wpisy z tych opuszczonych scenerii.

Mieliśmy też okazję wykonać sesję ślubną w starym młynie, przepięknie oświetlonym lampeczkami, to z kolei coś dla fanów weselnej stodoły i bardziej rustykalnych, boho klimatów na ślubie.

Nie zabrakło tez romantycznych sesji narzeczeńskich, w plenerze i bardziej intymnie, w ciekawych wnętrzach. Sesja narzeczeńska z Zakopanego - cudni Klaudia i Staś - zobaczcie ich koniecznie jeśli nie mieliście okazji.

To był naprawdę niezwykle inspirujący rok. Inspirujący do działania. Do budowania relacji, bo dzięki naszej pracy poznajemy fantastycznych ludzi.

Cieszymy się jak co roku, że nasze ślubne zdjęcia są wyróżniane na międzynarodowych konkursach. To miłe i motywujące. Wspólnym mianownikiem wszystkich pięknych momentów z minionego sezonu, które zebraliśmy tutaj dla Was, jesteście niezmiennie Wy.

Dziękujemy za impuls do powstania każdego jednego zdjęcia podczas Waszych ślubów. Dla Was i o Was tworzymy, i z niegasnącym zapałem wciąż chcemy tworzyć nowe ślubne historie.

 

 

 

 

 

 


Wesele w stylu Vintage - Pałac Malina

Wesele w stylu Vintage - Pałac Malina

Ślub i wesele w stylu vintage - Pałac Malina

Vintage - to klimat nawiązujący do minionych epok. To inspiracje czerpane ze starych rodzinnych zdjęć, zapach książek, wnętrza pełne starych mebli i elementów dekoracji. A jeśli połączymy to wszystko z wydarzeniem jakim jest ślub, to mamy gwarancję klimatu niepowtarzalnego. Bez względu na panującą obecnie modę !

Pałac Malina - miejsce na ślub, które inspiruje

Czasem dzieje się tak, że kiedy nie gonimy za konkretnym stylem podczas organizowania własnego ślubu i wesela, ten styl odnajduje się i dookreśla sam. Taki czy inny klimat pojawia się niewymuszony, naturalnie ubrany przez miejsce i aurę. Wracając do dnia i reportażu ze ślubu Kamila i Agnieszki, to właśnie klimat vintage towarzyszył nam przez cały czas fotografowania, na każdym etapie reportażu, w każdym miejscu.

Pałac Malina - bo o tym miejscu chcemy Wam dziś opowiedzieć, został odrestaurowany stosunkowo niedawno, i tylko wyglądać kiedy rozpocznie się wysyp vintage'owych ślubów. Obiekt ten jest idealnie przystosowany do zaplanowania uroczystości plenerowych. Wnętrza pałacu jak i cały teren utrzymany jest w nostalgicznym, retro klimacie. Przebywając na terenie pałacu można się poczuć zupełnie schowanym, z dala od pędzącego świata, w otoczeniu spokojnej, nieco dzikiej natury.

Wnętrza palacu i wszystkie pomieszczenia, nie tyle są stylizowane na poprzednie epoki, to autentyczne meble i przedmioty, które czynią to miejsce tak prawdziwym. Odrestaurowane ze smakiem, bo czuć tu też nutę nowoczesności, ale w duchu przeszłości.

A wracając do tematu ślubnego, najlepsze jest to, że organizując tutaj ślub, nie potrzeba wielu dekoracji. To miejsce jest tak niezwykłe, że wszelkie stylizacje ślubne wydają się być zbędne. Ale Agnieszka z Kamilem uzyskali idealny balans. Drobne elementy rustykalne, jedynie na stołach, czy aranżacja miejsca ceremonii na tyłach pałacu, dobrze współgrały z retro klimatem posiadłości.

Ślub plenerowy w Pałacu Malina - Kutno

Przygotowania odbywały się w jednym z pokoi pałacu. Wnętrze było bardzo klimatyczne, utrzymane w ciepłych i pudrowych tonacjach. Stare meble, czy oryginalne tapety tworzyły piękne tło do detali ślubnych. Do tego stare, zmatowione już lustra, stylowe abażury, lampy - stanowiły źródło inspiracji i różnicowania kadrów.

Narzeczeni przygotowywali się razem. Bez świadków. Bez stojących pod ścianą gości. Skupieni na sobie, wpatrzeni w siebie, w oczekiwaniu na uroczysty moment. To sprawiło, że atmosfera była bardzo intymna i romantyczna. Pamiętajcie, to od Was zależy jak zorganizujecie swoje przygotowania ślubne. Jeśli stresuje was zgiełk i bieganina domowników, nie musicie w nim uczestniczyć. To wasz dzień - zadbajcie by wzbudzał tylko najmilsze emocje.

Sesja ślubna w starej bibliotece

Sesja w dniu ślubu najczęściej kojarzy się z urwaniem się na kilka chwil tuż przed zachodem słońca, gdzieś na pobliski, zielony teren. Często takie rozwiązanie pojawia się i u nas. Ale kiedy na terenie pałacu do dyspozycji jest piękna biblioteka, zachowana w autentycznym klimacie, z dużymi oknami i bocznym światłem, to nie sposób z niej zrezygnować, by biec do ogrodu.

Soczyście zielone ściany, setki książek ułożonych pod sam sufit, drewniane regały, biurka i sekretarzyki. Całe wnętrze biblioteki urządzone jest z niesamowitą dbałością o najmniejszy detal i najdrobniejszy bibelot.

Biblioteka to idealny pomysł na mini sesję w dniu ślubu! To wnętrze jest niewątpliwie dodatkowym atutem całego obiektu. Warto z niego skorzystać. To też pomysł, by w czasie, w którym goście zbierają się na ceremonię, spędzić kilka dodatkowych chwil sam na sam, w ciszy i przytuleniu.

Ślub plenerowy na terenie pałacu, wśród najbliższych, w otoczeniu zieleni dzikiego parku, to sceneria prawdziwie romantyczna ale i intymna. Miejsce i aura idealna by złożyć sobie słowa przysięgi.

Między innymi właśnie ze względu na aurę - ten reportaż był niezwykły. Nie było pośpiechu, gwałtownych zdarzeń, bieganiny w stresie. Zamiast tego całe wydarzenie przepełniała aura spokoju, radosnej melancholii, wszystko następowało po sobie płynnie i niespiesznie. Mogliśmy wyczekiwać momentów, szukać idealnych kadrów. Portret dziadka, który siedział wśród pustych krzeseł, spokojnie sączył szampana w oczekiwaniu na swoją kolej do składania życzeń - został wyróżniony na jednym z konkursów ślubnych. Ale nie tylko z tego powodu to zdjęcie jest nietuzinkowe. Taki portret dziadka, czy innej bliskiej osoby na weselu, to pamiątka, która przez wiele lat i wiele pokoleń, będzie poruszać wrażliwe struny.

Esencją reportażu ślubnego jest nie tylko centrum wydarzenia i dwie najważniejsze osoby tego dnia, czyli para młoda. To również wiele pobocznych na pozór scen, które złożone w całość tworzą pokoleniową opowieść.

Deszczowy ślub w klimacie vintage

Piękna pogoda w dniu ślubu to często jeden z wiodących punktów na ślubnej liście życzeń. Deszcz nie musi być straszny! Wesele w strugach deszczu pojawiło się już na naszym blogu, to jedno z bardziej alternatywnych i stylowych wesel jakie mieliśmy okazję fotografować. Pora odczarować ten stereotyp. Deszcz może być sprzymierzeńcem, może budować niesamowity nastrój, zwłaszcza w miejscu z takim klimatem jak Pałac Malina!

Nostalgiczna pogoda nie tylko nie popsuła ceremonii czy wesela, a dodała romantycznego, filmowego klimatu. Nie potrafimy zrozumieć czemu tak wiele ludzi nie potrafi przekuć deszczowej pogody w atut. Pada ? To świetnie ! Bierzmy parasol i chodźmy na zdjęcia ! :) Przecież o to chodzi w reportażu, by łapać i zatrzymywać w kadrze wszystko, co ten wyjątkowy dzień ubiera w opowieść. Wszystkie planowane i spontaniczne momenty.

Najważniejsze to cieszyć się każdą minutą, ten dzień tak szybko mija!

Zdjęcia, stają się włącznikiem do wspomnień. To one przywołują w naszej pamięci, konkretne chwile, osoby i gesty. Czujemy radość, że możemy je dla Was tworzyć. Oto kolejna prawdziwa historia.

Miłość w klimacie vintage - Kamil i Agnieszka

 

 

Nas Pałac Malina zachwycił niezwykłą aurą i pięknym wnętrzami. A jak Wam podoba się to miejsce?


Sesja narzeczeńska w Zakopanem 1

Sesja narzeczeńska w Zakopanem

Sesja narzeczeńska w górach

Często jest tak, że wybór miejsca na plener zdjęciowy uwarunkowany jest tym, co trudniej osiągalne. Jeśli ktoś mieszka nad morzem to marzy o górach, i odwrotnie. Tak też było tym razem. Klaudia i Staś wymarzyli sobie swoją sesję narzeczeńską w górskim klimacie, sami tymczasem są z pomorskiego. To była więc okazja, by sesję narzeczeńską połączyć z miłym, krótkim urlopem w Zakopanem.

Zdjęcia zakochanych w góralskim domku

Zastanawiając się nad kierunkiem sesji rozważaliśmy plener zdjęciowy w górach typowo gdzieś na szlaku ze szczytami Tatr w tle, lub bardziej intymnie, w klimatycznej góralskiej chatce. Nasza para zdecydowała się na drugi pomysł, co zresztą bardzo nam się spodobało. Plener w przestrzeni byłby zdecydowanie bardziej jednolity, a wynajmując domek do zdjęć mogliśmy skupić się nie tylko na otoczeniu, ale też na bliższych kadrach, które pokazują relację i emocje naszej pary. Dodatkowo, sesję ślubną na Kasprowym Wierchu mamy już w swoi portfolio, zatem chętnie sięgamy po nowe rzeczy!

Sesja narzeczeńska w Zakopanem

Klaudia i Staś zaufali nam całkowicie co do kierunku i klimatu sesji. W pełni akceptowali nasze pomysły i sugestie. Dzięki zaufaniu mogliśmy w pełni kreatywnie zrealizować tą sesję, poddać się intuicji i impulsowi - czyli tak, jak pracujemy zazwyczaj. Brak planu podczas sesji może i jest ryzykowny, zwłaszcza jeśli chce się zrealizować sesję na wysokim poziomie. Jednak takie rozwiązanie działa na nasze umysły zdecydowanie najefektywniej. Dodatkowo nasza spontaniczność chyba wpływa na nasze pary bardzo pozytywnie, bo podczas sesji nie ma sztywnej atmosfery a para czuje się bardzo swobodnie. Jest dużo śmiechu, dużo rozmów i pozytywnej twórczej aury. A skoro mowa o kreatywności, to Klaudia przygotowała się stylizacyjnie niczym do sesji modowej! To zdecydowanie jedna z sesji zdjęciowych, w której nasza para przebierała się najwięcej razy ! Aż przypomniały nam się czasy, kiedy z młodzieńczą pasją fotografowaliśmy modę :)

Mieliśmy więc jeden góralski domek i kilka odsłon naszej pary. Dzięki temu sesja nie była monotonna, a wręcz zyskała na dynamice. Wykorzystaliśmy też pobliskie scenerie z górami w tle, z aurą ciepłej jesieni. Bo sesja w górach to nie musi być jedynie plener na szlaku, trudne warunki pogodowe i wysiłek. To równie dobrze może być przytulanie i otulanie się w koc i w siebie na góralskim tarasie z pięknym widokiem, zapach drewna w kominku, miło spędzony wspólnie czas, przy okazji pięknie uchwycony na zdjęciach. Odsłon i możliwości jest przecież tak wiele!

Trudno nam powiedzieć, w której odsłonie najbardziej lubimy Klaudię i Stasia. Może wy powiecie?

 

 

 

 


Plener slubny we wnetrzu Islandii

Sesja ślubna na Islandii. Zdjęcia w Interiorze - Kerlingarfjoll

Zagraniczna sesja ślubna na Islandii

Ten wpis dojrzewał w naszych głowach kilka miesięcy. O Islandii zostało już opisane zarówno słowem jak i obrazem tak wiele, że łatwo o banał, o powierzchowność czy schemat. A jest to miejsce tak niezwykłe, tak piękne w swym majestacie natury, że mówić o Islandii skrótowo czy pobieżnie, zwyczajnie nie potrafimy (tak, to będzie długi wpis). Powodów jest kilka, lecz wszystkie zbiegają się w jednym punkcie, którym jest - sentyment.

To był nasz pierwszy plener ślubny na Islandii, ale nie pierwsze z nią zatknięcie. Wyjazd do krainy lodu i ognia, to zarówno nasza, jak i naszej pary podróż sentymentalna. Cudowną wyspę poznaliśmy i pokochaliśmy prawie 5 lat temu, spędziliśmy tam 10 dni pod namiotami, w najcieplejszym okresie roku, chłonąc ogrom piękna z bijącym sercem. Islandia stawała się coraz popularniejsza, i nie trzeba było długo czekać, aż rozpocznie się istny "boom" na islandzkie sesje ślubne. Czy nas to zdziwiło? Po tym co widzieliśmy na własne oczy - absolutnie nie!

W podobnym czasie, pierwszy raz Islandię zobaczyli i pokochali Julka i Krzyś. Zgłębili ją turystycznie dużo dokładniej, spędzając na wyspie miesiąc. I podczas tej podróży, podjęli jedną z najważniejszych decyzji życiowych. To tam Krzyś oświadczył się Julii.

Kiedy więc rozmawialiśmy o tym, gdzie chcieliby zrealizować swoją sesję ślubną, to pomysłów było kilka. Jednak na hasło Islandia - całej naszej czwórce zrobiło się cieplej na sercu.

To nie był po prostu wyjazd na sesję zagraniczną jeden z wielu. To była prawdziwa podróż wprost do serca Islandii. Bo takiej sesji islandzkiej jeszcze nie było ;)

Zdjęcia ślubne w samym sercu Islandii. Sesja w Interiorze

Znacie pewnie dziesiątki zdjęć z Islandii, które są do siebie zbliżone. I nie mówimy tutaj o lokacjach, bo wyspa ta nie jest specjalnie duża, a najpopularniejsze miejsca są tak piękne, że każdy pragnie zachować ich część w sercu i na fotografiach. Chodzi nam o sposób jej pokazywania, o zalew przytłumionych i wypranych z kolorów, nostalgiczno-ponurych obrazów. I wiecie co? Zastanawialiśmy się wielokrotnie, czy to już wynik mody? Swoista maniera, w której Islandia została uwięziona? Czy może zupełnie inaczej niż większość mamy niebywałe szczęście do pogody?

My zapamiętaliśmy ją zupełnie inaczej. Z niepojętą wręcz intensywnością, kontrastem i czystością barw. Z niespotykaną nigdzie indziej przejrzystością krajobrazu. Z soczystą zielenią, nawet jeśli zdarzały się mgły. Polawowe połacie porośnięte mchem, jeszcze nie wyschniętym, a wtedy miękko zapadającym się pod naciskiem bosej stopy.

Naturalnie - Islandia jest zmienna pogodowo. I pamiętamy cały materiał, który przywieźliśmy z pierwszej podróży, stanowił poniekąd impuls do tego jak dziś postrzegamy kolory i obróbkę graficzną zdjęć. Intuicja podpowiadała nam, że zbyt duża ingerencja popsuje całe to obezwładniające piękno - dzieło natury. Dlaczego o tym piszemy? Bo u nas nie zobaczycie szaro-burej i przytłumionej Islandii. Nawet w jej naturalnym cyklu: słońce, deszcz, wiatr, chmury, słońce, wiatr, mgła i za moment od nowa - to nie pozbawimy jej kolorów.

Takie też było marzenie Julii i Krzysia. By nie była to kolejna, podobna do wielu sesja na Islandii.

Możecie sobie wyobrazić najbardziej spektakularny popis malarskich wariacji kolorystycznych od słomkowej żółci, po rdzawy niemal czerwony pomarańcz?! To Islandia, a nawet więcej. To samo jej serce - jak mówią tutejsi, Kerlingarfjoll i Landmannalaugar w Interiorze. Właśnie te miejsca były naszym głównym celem ślubnych zdjęć.

Fotografia ślubna na Islandii

Podróż wgłąb Interioru, do serca, wymaga czasu. Wymaga też wstępu. I odpowiedniego przygotowania. Nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszej pary na ten plener. Julia z Krzysiem byli fantastycznie przygotowani, jako że spędzili na Islandii aż miesiąc, doskonale znali panujące warunki. Odpowiednio przystosowane auto, ciepła odzież, dobre obuwie, zapas jedzenia. Wyprawa wgłąb to już nie zaliczenie "Golden Circle", a dużo poważniejsze logistycznie przedsięwzięcie. Oprócz tego, a może przede wszystkim, to para ludzi kochająca podróżowanie, a więc pasja i zaangażowanie do tej przygody było w nich na 200%. Julia świetnie fotografuje, uwielbiamy jej zdjęcia, które właśnie przywiozła z Nepalu. Mając na swojej drodze takich ludzi jak oni, można spełniać swoje wszystkie fotograficzne ambicje.

Plener ślubny na Czarnej plaży i przy wodospadzie Skogafoss

Krajobrazy Islandii są obezwładniająco piękne i monumentalne, człowiek tutaj w pełni ustępuje naturze. Lodowce, wodospady, wulkaniczne plaże, gejzery - wszystko to splata się ze sobą i zachwyca, sprawiając, że fotografować można bez końca. My sesję ślubną podzieliliśmy na dwa dni fotografowania. Naszym celem były Kerlingarfjoll oraz Landmannalaugar w interiorze, a by się tam dostać potrzeba co najmniej 8 godzin jazdy wgłąb wyspy.

Nie mogliśmy jednak pominąć wstępu, jakim był bardziej dostępny rejon Islandii. Pierwszym przystankiem był jeden z najpiękniejszych wodospadów na wyspie - słynny Skogafoss. W lekkim deszczu podreptaliśmy też na punkt widokowy ze spływającym lodowcem Solheimajokull. To chyba najłatwiej dostępny jęzor lodowca na Islandii. Wystarczy lekko zjechać z drogi, by po kilku minutach stanąć oko w oko z czołem lodowca. To był jedyny kapryśny pogodowo moment podczas sesji.

Lubimy zatrzymywać się spontanicznie podczas fotografowania, pozwolić by impuls decydował o kierunku sesji. Trzymanie się sztywnego planu nigdy nie wpisywało się w styl naszej pracy.

Kolejnym dłuższym przystankiem była sceneria skał i wulkanicznego piasku czyli Reynishverfi - czarna plaża w Vik. Chyba największe wrażenie robi tam bazaltowy klif rozciągający się na jej północnym krańcu. Gardar czyli skalna ściana przypomina ogromne, naturalne organy. Te potężne kolumny są bardzo oblegane prze turystów. Jednak jak to bywa w większości miejsc - para młoda ma pierwszeństwo. Będąc na czarnej plaży nie można pominąć niewielkiej bazaltowej groty z przepięknym sufitem. To kolejny baśniowy składnik dodający Reynisfjarze uroku. By pokazać niesamowity klimat czarnej plaży pomogły nam też ujęcia z drona. Podczas tej sesji uruchamialiśmy go zdecydowanie najczęściej.

Sesja ślubna w Kerlingarfjoll i Landmannalaugar - kolory islandzkiego Interioru

To co Islandia ma najpiękniejszego do pokazania zaczyna się tam, gdzie kończy się asfalt a numer drogi zyskuje literkę "F" jak "fabulous". Krajobraz w wielu miejscach po drodze był iście księżycowy. Żwirowo-piaskowa nawierzchnia, miejscami brunatno czerwonawa jak na Marsie, unoszący się pył przy każdym podmuchu wiatru i bezkresny horyzont. Po wielu godzinach drogi, dosyć monotonnej , kamiennej pustyni czeka niewyobrażalna nagroda.

Kerlingarfjoll - brzmi jak zaklęcie, to przepiękny masyw górski. To eksplozja barw i struktur, nierealnych wręcz w ostrym słońcu. Spomiędzy malowniczych szczytów z wnętrza ziemi wydobywała się para wodna. To dymiące fumarole i sulfatary sprawiają, że krajobraz ten oprócz zapierających dech kolorów jest dramatyczny i tajemniczy. Zwieńczeniem są wielkie czapy śniegu przytulone do kolorowych gór. To zdecydowanie miejsce, które raz ujrzane zostanie z Wami na zawsze.

Niech Was jednak nie zwiedzie ta baśniowa feria barw. Interior słynie z trudnych warunków, choćby takich jak bardzo silne wiatry. Przez to odczuwalna temperatura jest dużo niższa. Już po tym jak udamy się schodkami w dół, prosto do głównego obszaru geotermalnego, leżącego właśnie miedzy kolorowymi górami masywu - wiatr nieco ucicha.

Drugie cudowne miejsce to już bardziej znany Landmannalaugar - nazywany tęczowymi górami. Składa się z ryolitu - skały, która tworzy pełne widmo olśniewającego koloru na zboczu góry. Odcienie czerwieni, zieleni, złocistej żółci a nawet różu, zmieniają swój ton jakby naśladując ruchy promieni słońca. Trudno opisać to słowami.

Interior to doświadczenie ogromnej przestrzeni. To krajobraz tak barwnie nasycony i różnorodny, który nie przypomina żadnego miejsca na ziemi. Ciężko sobie wyobrazić, że matka natura może stworzyć coś tak absolutnie pięknego i doskonałego.

Sesja ślubna na Islandii

Co jeszcze może zachwycić? Wspomnieć warto choćby o Hnasapollur - jezioro wulkaniczne, które napotkamy na drodze do Landmannalaugar, czy kratery Laki - Lakagigar. Podróż do tych i wielu innych miejsc nie będzie taka monotonna jeśli trzeba pokonać nieposkromioną rzekę Kossa, na której nie ma mostów ;) Hej przygodo!

Zrozumiałym jest więc, że jeśli ktoś marzy o sesji ślubnej w Interiorze, terenowe auto to podstawa. Bądźcie jednak pewni, że taka podróż warta jest każdego zdjęcia !

Zdajemy sobie sprawę, że być może tylko wytrwali dotarli do końca tego opisu. Jeśli tak, to czeka Was teraz nagroda! Nie mamy pewności czy ktoś jeszcze dotarł wgłąb Islandii na sesję ślubną. Jesteśmy szczęśliwi, że możemy Wam pokazać Julkę i Krzysia, miłość w sercu Islandii. Oto ona!

 

 

 

 

 

 


Para młoda na tle żółtej ściany w dzielnicy Alfama w Lizbonie

Sesja ślubna w Lizbonie

Plener ślubny w Portugalii

Lizbona - jedno z najbardziej artystycznych miast Europy, nieduże, a ma tak wiele do zaoferowania. To właśnie różnorodność i swoisty, streetowy sznyt sprawia, że zdjęcia ślubne w Lizbonie mogą być oryginalne i unikatowe.

Ewa i Michał byli parą wręcz idealną na zagraniczny plener ślubny, w tym przypadku plener ślubny w Portugalii. Oboje są miłośnikami podróżowania, nie straszne im kilometry przebyte pieszo w labiryntach uliczek, w poszukiwaniu idealnych kadrów. Ale oprócz tego, że dzielni i zaangażowani podczas sesji ślubnej, to przede wszystkim para fantastycznych ludzi, z którymi spędziliśmy ten czas. I nie możemy się doczekać, kiedy na horyzoncie pojawi się okazja, na kolejną wspólną podróż, niekoniecznie zdjęciową ;)

Ale zostawmy na chwilę sferę planów i wróćmy do tego co się wydarzyło. Plener ślubny w Portugalii - to był motyw, który chodził nam po głowie już od kilku sezonów. Mieliśmy chyba sporo szczęścia, bo tego lata udało się zrealizować nie tylko sesję ślubną w Lizbonie, ale też piękny destination wedding w malowniczej willi pod Porto. Kto jeszcze nie widział niech z miejsca pędzi nadrobić.

Sesja ślubna w Lizbonie. Zdjęcia w dzielnicy Alfama

W mieście takim jak Lizbona można w zasadzie wykonać kilka sesji zdjęciowych jednocześnie i każda będzie inna! Wystarczy chociażby pobieżnie wspomnieć, że położona na 7 wzgórzach, otulona oceanem, zachwycająca mnogością kolorów, szczególnie za sprawą żółtych tramwajów, a do tego pachnąca słynnymi Pasteis de Belem! ( To ostatnie sprawdziliśmy wielokrotnie;) )

Ale nie poznał dostatecznie Lizbony ten, kto identyfikuje ją tylko z żółtymi tramwajami, czy artystycznym graffiti. Swoją drogą, wiecie jak trudno znaleźć żółty tramwaj nie obklejony reklamami? Albo zaułek czy ciekawą ścianę, która nie jest pomazana? To, co trochę nas uderzyło, to niestety poziom wandalizmu i niszczenia tego, co przecież przyciąga tak wielu turystów do Lizbony. Kto pamięta film Imagine, ten pewnie skojarzy, o czym mówimy.

Mimo wszystko, Lizbona nadal zachwyca. I zdecydowanie warto zagłębić się w to miasto. Nas chyba najbardziej urzekła swoją energią, wybuchem kolorów, labiryntem wąskich uliczek, gdzie niedbale suszy się pranie, a wzrok gubi się w mnogości skomponowanych ze sobą płytek azulejos - dzielnica Alfama. To zdecydowanie najbardziej kolorowa, artystyczna dzielnica miasta. Intensywnie zaznacza się tutaj kolor żółty, nie tylko za sprawą charakterystycznego tramwaju 28 - jednego z symboli Lizbony.

W dzielnicy Alfama spędziliśmy najwięcej czasu, kolory i struktury działały na nas inspirująco i chętnie gubiliśmy się pośród uliczek.

Zaczęliśmy mimo wszystko dość spokojnie i nostalgicznie. Spontanicznie doszliśmy do wniosku, że kluczem, pewnego rodzaju ramą tej sesji w tak różnorodnym mieście jak Lizbona, będzie przestrzeń i woda. Wykorzystując wczesnoporanne godziny, gdzie miasto nie zalała jeszcze fala turystów a żar z nieba nie dawał się we znaki, zdjęcia rozpoczynające sesję zrobiliśmy w centralnym punkcie Lizbony, na placu Praca do Comercio.

Rozległy widok na ocean i pastelowe kolory nadały romantyczny klimat i niespiesznie prowadziły narrację wgłąb, w miasto.

Fotografia ślubna w Lizbonie

W różnorodności miasta łatwo się mimo wszystko zagubić. Mocno trzymaliśmy się tego, by podczas naszej fotograficznej "włóczęgi" zakamarkami Lizbony nie popaść w totalny misz masz. Lizbona oferuje bardzo dużo, jest tu wiele punktów widokowych, wspomniana już dzielnica Alfama z artystycznym graffiti, dzielnica Baixa i sceneria żółtych tramwajów, Lx - Factory totalnie odjechana i artystyczna, plaże a nawet ogród botaniczny. Sporo tego prawda?

My postawiliśmy na typowo miejskie, uliczne scenerie, wyszukując charakterystycznych "smaczków" ciekawych lokalizacji i zaułków. Fado, mechaniczna pszczoła, czy różowa ulica - to tylko niektóre punkty odkrywania lizbońskiej przestrzeni.

Sesja zdjęciowa w Lizbonie

Jak zawsze bardzo ważny jest dla nas balans podczas każdej sesji zdjęciowej, czy to ślubnego pleneru, czy sesji narzeczeńskiej. Bez względu na miejsce, w którym fotografujemy, najważniejsze to zachować równowagę miedzy pokazaniem lokalizacji, jej klimatu i wszystkiego czym zachwyca, a pokazaniem relacji i samej pary.

Ewa i Michał emanowali niesamowitą energią już od pierwszego spotkania z nimi! Wiedzieliśmy, że energią obdarzą nas podczas sesji. Ale to nie wszystko, kiedy wreszcie odłożyliśmy aparaty, nadal wspólnie eksplorowaliśmy to cudowne miasto. Były tańce i zabawa ;) Trudno o bardziej udane zakończenie sesji - Ewa, Michał ściskamy Was za to !

I szybciutko wracamy do samego początku ...do pierwszego zdjęcia !

Oglądajcie zakochajcie się w Lizbonie !

 


Ślub w Porto, Portugalia - reportaż ślubny za granicą 2

Ślub w Porto, Portugalia - reportaż ślubny za granicą

Ślub za granicą. Ślub w Portugalii

Śluby za granicą cieszą się z roku na rok coraz większą popularnością. Szczególnie w tych cieplejszych zakątkach świata. Jest  wiele par, które decydują się zabrać garstkę najbliższych sobie osób, by w ich obecności złożyć przysięgę małżeńską w malowniczym miejscu. W górach, malutkim kościółku ukrytym gdzieś z dala od cywilizacji, czy na rajskiej plaży - wybór należy do Was.

Taki pomysł na ślub sprawia, że ten dzień staje się jeszcze bardziej wyjątkowy, a wspomnienia nabierają innego kolorytu. "Destination wedding" to idealne rozwiązanie dla wszystkich par, które niezbyt przywiązane do tradycji, zamiast o hucznym weselu z dużą ilością gości, marzą o kameralnej uroczystości w bajkowej scenerii. Ślub za granicą może być pomysłem również na Wasz moment przypieczętowania miłości. Dziś opowiemy o jednym wyjątkowym ślubie, który zdarzył się w Portugalii.

Destination Wedding - ślub w Porto

Luke & Rebecca. - para Amerykanów, o koreańskich korzeniach, postanowili swój ślub zorganizować w malowniczej willi z basenem, na obrzeżach Porto. Ze Stanów Zjednoczonych przylecieli do Portugalii ( co ciekawe, to był ich pierwsza podróż do Portugalii ) właśnie po to, by się pobrać. A uwiecznić to wydarzenie w obiektywie miał fotograf z Polski. Ta praca chyba nigdy nie przestanie nas zaskakiwać! Poczuliśmy ogromne wyróżnienie, że to właśnie nas wybrali, byśmy jako jedyni ( choć jeśli uważnie prześledzicie materiał, przekonacie się, że konkurencję mieliśmy mocną :) ) stworzyli wspomnienie tego wyjątkowego dnia, przez pryzmat naszej wrażliwości i spojrzenia.

Czujemy ogromną odpowiedzialność fotografując śluby. Za każdym razem nie tylko dokładnie obserwujemy wszystko co dzieje się wokół, ale przeżywamy ten dzień razem z Wami.

Ślub za granicą w duchu Slow Wedding

Z Lukem i Rebeccą. poznaliśmy się dopiero na miejscu ślubnych wydarzeń, w bajecznie usytuowanej willi Quinta do Gato. Sceneria budziła skojarzenia toskańskiej, malowniczej posiadłości, ukrytej między rozległymi polami i sadami drzewek oliwnych. Słowem - schowana z dala od ludzi. Wakacyjna willa, okazała się miejscem wprost idealnym, by zorganizować tam tak intymne wydarzenie, jakim jest ślub.

Od samego rana najbliższa rodzina i garstka przyjaciół przygotowywała teren willi na to wyjątkowe święto zakochanych. Takie niespieszne przygotowania w luźnej, przyjacielskiej atmosferze są zawsze okazją do unikatowych, autentycznych ujęć. Idea slow weeding, która towarzyszy od początku ślubnych przygotowań sprawia, że nie musimy trzymać się sztywno wytyczonych punktów programu. Zamiast tego skupiamy się na autentycznych emocjach, na tym, by pokazać wielowątkowość tego dnia. Ważne jest dla nas każdorazowo szukanie kadrów i opowiadanie historii z dziesiątków małych ale ważnych momentów. Naszym zdaniem to klucz do ciekawego, wartościowego reportażu ślubnego.

Przygotowywanie ogrodu na ceremonię zaślubin, prace z kwiatami i dekoracjami, przystrajanie stołu na uroczystą kolację, jednocześnie przygotowania samych uczestników w willi. Dziewczyny robiące makijaż, czy czeszące się nawzajem, rozmowy i niespieszna krzątanina najbliższych. Niby przygotowania ale bez zgiełku czy stresu, za to w tak lekkim, cudownym klimacie oczekiwania na kulminacyjny moment ceremonii.

Byliśmy pod wrażeniem i chcieliśmy, by przygotowania ślubne miały swoja mocną pozycję w tym reportażu.

I detale. Tak mnóstwo pięknych detali, trochę tradycyjnych jak koreańskie, odświętne kimona obu mam czy biżuteria, zestawione z nowoczesnymi dodatkami i detalami ślubnymi.

Zagraniczny ślub plenerowy w Portugalii

Kiedy już przygotowania dobiegły końca i przyszedł czas na najważniejszy moment dnia, wszyscy zajęli swoje miejsca by przywitać parę młodą. Żar lał się z nieba, a z oczu płynęły łzy. To była bardzo emocjonalna ceremonia i przysięga małżeńska. Młodzi przeczytali własne przyrzeczenia, a najbliżsi nie kryli łez wzruszenia. Ogromne wrażenie zrobiło na nas to, jak uważnie przeżywali nie tylko moment zaślubin, ale całe wydarzenie wszyscy skupieni wokół Luka i Rebbeki. Wyraźnie widać było więź i przywiązanie. A tuż po przysiędze, nowożeńcy złożyli tradycyjne podziękowania rodzicom.

Musieliśmy pozostać przez cały czas czujni, śluby bez wedding plannera przebiegają dość spontanicznie, do tego wiele elementów było dla nas nowością, a my nie chcieliśmy by cokolwiek umknęło naszym oczom. I chyba się udało ;)

Ślub za granicą. Sesja zdjęciowa w Porto

Gdy ceremonia i życzenia dobiegły końca wreszcie zaczęła się celebracja! Wszyscy zebrali się przy jednym, długim stole, a w tym czasie kilku muzyków przygrywało w ogrodzie. W przypadku fotografii ślubnej, nie mogło tez zabraknąć pamiątkowych, rodzinnych zdjęć grupowych.

A posilonych i zrelaksowanych nowożeńców mogliśmy porwać na krótką sesję w plenerze. Złote światło zachodzącego słońca pomalowało zboża i sprawiło, że sceneria wydała się jeszcze piękniejsza. Wyglądali obłędnie! Panna młoda w minimalistycznej, prostej sukni z błyszczącego jedwabiu. Do tego skromny makijaż i naturalnie puszczone kosmyki włosów przy twarzy. Piękno i prostota niewymuszonej elegancji. Również Luke postawił na klasykę idealnie skrojonego garnituru, a jako dodatek wybrał elegancką muchę. Czasem zbyt strojne i bogate detale to za dużo.

Podczas tej krótkiej sesji w dniu ślubu nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszego światła i pary! Wykorzystaliśmy ten czas do ostatniego promienia.

Radości nie było końca. I może to niektórych dziwić, że bez tańców czy wesela goście mogą się tak świetnie bawić. To było bardzo kameralne, ciepłe przyjęcie. Skupione na parze młodej. To dla nich wszyscy się tu zebrali. Podobała nam się ta idea i czuliśmy radość, że mogliśmy w niej współuczestniczyć.

Akcentem wieńczącym był toast szampanem i tort. To był też właściwy moment, by stopniowo i prawie niezauważalnie wycofać się z aparatem.

To jest też dobry moment, by teraz słowa zamienić na obrazy i zostawić Was z tą piękną historią!

Porto! Oni! Miłość!